Przejdź do głównej zawartości

Na drodze do minimalizmu




Z minimalizmem jest mi ostatnio bardzo po drodze. Na początku tylko nieśmiało z nim flirtowałam, ale teraz zdecydowałam się na poważny związek.
Co rozumiem pod pojęciem minimalizm? Tak jak już wspominałam przy omawianiu ''Minimalizmu po polsku'', jest to na pewno ograniczenie stanu posiadania. Dla mnie jest to bardzo istotna kwestia bo pomimo tego, że razem z Chomickim raczej nie mamy dużo, to i tak za dużo. Za dużo śmieci, niepotrzebnie gromadzonych pierdół, za dużo ubrań, których już nie nosimy.
Poza sferą materialną minimalizm oznacza dla mnie ograniczenie tego, na co poświęcam uwagę. Zauważyłam, że dużo czasu tracę na rzeczy absolutnie nic nie wnoszące, puste, bezproduktywne. Żal mi tego czasu, tym bardziej, że jest tyle rzeczy, które chcę zrobić.
Minimalizm dotyczy też pieniędzy. Pieniądze to taki temat, który Polacy pomijają bardzo niechętnie, chyba że narzekają na ich brak. Nikt nie mówi otwarcie o tym ile zarabia, ''bo po co inni mają wiedzieć?''. Zawiść wśród Polaków jest wyjątkowo popularnym uczuciem. O pieniądzach się nie mówi, ale ja teraz powiem. Bez względu na to ile zarabiamy, czy wystarcza nam ''do pierwszego'', czy zarabiamy tyle, że nie wiemy co z pieniędzmi robić łączy nas jedno. Niestety, nie szanujemy pieniędzy. Bardzo tu uogólniam, ale przez swoje całe życie spotkałam dwie osoby, które szanują pieniądze. Które znają ich wartość i odpowiednio je wykorzystują. Obie to moje babcie. Może to kwestia tego, że pochodzą z innego pokolenia, że były inaczej wychowane, a może to po prostu charakter ;) Może ktoś się teraz obrazi, ale dalszy tekst wyjaśni o co mi chodzi.
W minimalizmie kwestia pieniędzy jest całkiem osobnym rozdziałem. Nie chodzi o to, żeby nie wydawać czy żeby wydawać jak najmniej. Chodzi o to, aby wydawać z sensem. Nie jest to łatwe, ale należy przeliczyć każdą wydaną złotówkę, na to ile pracy nas kosztowała. Ile wysiłku musieliśmy włożyć w jej zdobycie. Niby banał, a jednak ma głęboki sens. 
Wyobraźcie sobie, idziecie do sklepu, widzicie tłum ludzi i podwieszony do sufitu napis "MEGA PROMOCJA!!!". Za czym wszyscy stoją? A za patelnią za 15 zł. Duża, porządna, z dobrą powłoką i wygodną rączką. No to co, bierzecie bo co to jest 15 zł. Nie ważne, że w domu macie już 4 patelnie, a korzystacie może z 2.
Teraz prosta matematyka, najniższa krajowa na rękę w tej chwili to 1286 zł z groszami, które pominę. Żeby ją zarobić trzeba przepracować 160 godzin. Jedna godzina pracy to 8 zł. Żeby kupić tą patelnię pracowaliście 2 godziny. Jeśli to prosta praca za biurkiem to jeszcze ok, ale jeśli to czyszczenie ryb w niskiej temperaturze czy sprzątanie czyjegoś kibla to całkiem inna sprawa. Warto było?
Tego uczy minimalizm, zastanowienia się czy warto
.
Obie moje babcie od lat są na emeryturze, nie są to kokosy. Nie są to nawet godne pieniądze, ale to inna kwestia. Od lat już obserwuję jak każda wydana przez nie złotówka jest wykorzystywana. Są to bardzo celowe wydatki, przemyślane. Kupione rzeczy są wykorzystywane do maksimum.
Tymczasem dookoła widzę jak ludzie, w tym moi przyjaciele, w tym rodzina, wyrzucają pieniądze. Rozmawiałam z przyjaciółką o jednym z naszych ulubionych lumpów. Mówiła, że swojemu chłopakowi kupiła tam już kilkanaście fajnych swetrów. Fajnie, że je znalazła, ale po co mu tyle swetrów?
Przykład kolejny: jedzenie kupowane na zapas. Kurcze, ileż można jeść? Wszystko ma swój termin ważności i trafia mnie szczery i uczciwy szlag jak widzę wyrzucone jedzenie bo ten termin już minął. 
Od pieniędzy przechodzimy do kwestii dóbr materialnych. Jakby nie było, są ze sobą ściśle związane. Mamy dużo, każdy z nas tak naprawdę ma dużo, wystarczy tylko to dostrzec. Każdy ma kilka przepełnionych szuflad czy szafek, zapasowe wszystko. Kupujemy w promocjach, bo tanio, bez zastanowienia czy nie mamy już czegoś takiego w domu. No i zbieramy, chomikujemy namiętnie wszystko, od naczyń, ubrań po stare gazety i kosmetyki. Jesteśmy sentymentalni, gromadzimy pamiątki. Kochamy durnostojki, w 90% odwiedzonych przeze mnie mieszkań ludzie mają zastawione półki. Giniemy pod tą stertą rzeczy, jest ich za dużo, zapominamy już co mamy, często nie wiemy gdzie coś leży i tracimy czas na szukanie tego. Warto? Nie dla mnie. 

Moja droga do minimalizmu jest ciężka, ale nie bolesna. O dziwno pozbywanie się nadmiaru nie sprawia mi przykrości, nie boli mnie to, że oddaję sukienkę, którą miałam na sobie 2 razy w życiu i teraz się już w nią nie mieszczę. Nie boli, że wyrzucam uszczerbiony kubek, który od kogoś dostałam.
Proces pozbywania się nadmiaru jest ciężki. Wymaga gruntownego przewartościowania, przemyślenia. Wymaga czasu i wysiłku fizycznego, o czym boleśnie się przekonałam ;)
Nie każdy może być minimalistą i nie każdy chce. Nie każdy pojmie o co w tym chodzi. 
Wydaje mi się, że ja to rozumiem. Wydaje mi się też, że dam radę zrealizować swoje plany. 
Zaczęłam od tej sfery materialnej właśnie, bo to jest najprostsze. W teorii ;) Wyniosłam z domu wory nienoszonych ubrań, sterty starych dokumentów, masę przeterminowanych kosmetyków. A i tak tyyyyyyle mi zostało. 

Jestem dopiero na początku drogi do minimalizmu i pomimo tego, że czeka mnie dużo pracy, cholernie się cieszę, że jestem na tej drodze. Że na nią weszłam, że nią idę.
Minimalizm w dwóch słowach? Chcieć mniej ;) Takie proste, a takie trudne ;) O tym pisała niedawno autorka bloga Simplicite, TUTAJ możecie przeczytać jej post. 

Na dniach pojawił się filmik jednej z moich ulubionych vlogerek, Nissiax83. Agnieszka opowiada o swojej drodze do minimalizmu, obejrzyjcie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…