Przejdź do głównej zawartości

Muuuuuu....siałam je popełnić - KRÓWKI



Nie mogłam się oprzeć... Trafiłam w necie na przepis na krówki. Jak można oprzeć się krówkom???
Ja nie potrafię.
Wyszły przepyszne ale tak ekstremalnie kruche, że nie udało się ich pokroić w równą kosteczkę. Mam krówkowe bryły :)



Stopień kruchości zależy od długości gotowania krówek, ja gotowałam dosyć długo bo około godziny. Następnym razem zrobię ciągutki.
Przepis, z którego korzystałam znalazłam na blogu Ema Mija. Jest bardzo prosty:
  • mleko skondensowane słodzone,
  • szklanka cukru,
  • 50 gram masła,
  • szczypta soli (opcjonalnie).

Moja wersja przepisu trochę się różni ze względu na to, że nie mogę jeść cukru_
  • puszka mleka skondensowanego niesłodzonego,
  • półtorej szklanki ksylitolu (zdecydowanie za dużo, następnym razem dam pół szklanki),
  • 50 gram masła (masła - nie margaryny).

Do garnka o grubym dnie wlewamy mleko, wsypujemy cukier i gotujemy do momentu, aż całość zrobi się krówkowa - karmelowa. Co jakiś czas mieszamy. Kiedy masa jest już karmelowa wrzucamy do niej masło i od tego momentu musimy ''wisieć'' nad garnkiem i energicznie mieszać bo może się przypalić. 
W trakcie gotowania trzeba też uważać, aby całość nie wykipiała przy mieszaniu. Kilka razy bałam się, że będę miała krówkę na kuchence, ale udało mi się opanować sytuację zmniejszając gaz.
No i właśnie, ja robiłam krówki na kuchence gazowej, na średnim ogniu. Moja przyjaciółka J. robiła je na płycie indukcyjnej, na małym "ogniu'' i jej zajęło to 4 godziny, a w efekcie krówki i tak były półmiękką masą. Nie wiem czy rodzaj kuchenki ma znaczenie, dajcie znać co o tym myślicie, czy próbowaliście i czy macie jakieś patenty na krówki.


P.S. Pisanie tylko w poniedziałki i czwartki jest zbyt ograniczające, umówmy się na 3 posty w tygodniu, bez planowania konkretnych dni.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…