Przejdź do głównej zawartości

Morza szum, ptaków śpiew, a w życiu jakby piękniej.....

Nie wiem kiedy wycieczki nad morze zaczęły kojarzyć mi się z relaksem i spokojem. Zapewne jest to ''wina'' Chomickiego, który kocha morze. Do Bałtyku mamy jakieś 20 minut samochodem więc jeździmy tam bardzo często. 
Wczoraj była piękna pogoda, świeciło słońce i od rana nie mogłam wysiedzieć na miejscu.  Dodatkowo motywowały mnie artykuły w lokalnej gazecie opisujące skutki niedawnego sztormu. Jednym z moich wielkich marzeń jest być nad morzem w czasie sztormu, jak najbliżej się da. Nie ważne, że zmoknę i zmarznę, cóż to musi być za widok! Zgarnęłam Chomickiego i pojechaliśmy.
Wczorajsze morze było wzburzone ale do sztormu dużo mu brakowało :) Niemniej jestem zachwycona tym wyjazdem. Kolory były przepięknie nasycone, bardziej letnie niż zimowe, słońce mocno świeciło. Gdyby nie silny i zimny jak cholera wiatr, myślałabym że to lato :)


Zamarznięty kanał łączący Bałtyk z jeziorem Jamno. Jeden z tych kamieni widocznych na powierzchni jest mój, musiałam sprawdzić czy akurat mój rzut nie rozbije tafli lodu :)




Woda momentami sięgała tak daleko w głąb plaży, że musieliśmy przed nią uciekać. Zresztą nie tylko my, widziałam w oddali jak kilka osób w popłochu umyka falom, szczególnie zabawnie wyglądało to w przypadku statecznych fanek nordic walkingu. Nawet uciekając starały się przebierać kijkami.


Sztorm jednak zostawił swoje ślady, nie tak spektakularne jak się spodziewałam niemniej dosyć malownicze.
Do domu wróciliśmy z przewietrzonymi głowami, piaskiem w butach i skarpetach, zmarznięci ale szczęśliwi.
Jak lubicie spędzać swój wolny czas? W domu czy raczej w plenerze? Macie jakieś ulubione miejsca?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…