Przejdź do głównej zawartości

Plany i postanowienia wyrzucam do kosza


Styczeń to miesiąc podsumowań, planów, postanowień i nowych początków. Planując kolejne posty zauważyłam, że wszystkie kolejne na ten miesiąc będą się kręciły właśnie dookoła tej tematyki,  uzbrójcie się więc w cierpliwość. Chcę w tym roku zachować plan jednego posta tygodniowo, weekendowo do poczytania przy kawie bo to taka optymalna dla mnie ilość.  Przez poprzednie lata różnie z blogiem bywało i to dało mi do myślenia jak planować publikacje i samo pisanie. Mam nadzieję, że w tym roku wyjdzie z tego coś przyjemnego zarówno dla mnie jak i dla Was. To tak słowem wstępu 😃

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przez wszystkie minione lata miotałam się między postanowieniami i planami na nowy rok. Raz wydawało mi się, że lepsze są postanowienia bo służą w końcu samorozwojowi, który dla mnie jest istotny. Z drugiej strony plany wydawały mi się bardziej namacalne. Co z tego skoro jedne i drugie po jakimś czasie szło w kąt. W tym roku wobec tego postawiłam na hasła, którymi będę się kierować. 

Pierwsze z nich to ''work smarter not harder'' czyli pracuj mądrze, a nie ciężko. Po mamusi mam niestety skłonność do brania na siebie za dużo przy zbyt małym efekcie. Raz że biorę się za coś co przyniesie mi niewiele korzyści, a nawet więcej kłopotów, a dwa że czasem utrudniam sobie zamiast ułatwiać. Pora to zmienić bo szkoda życia na ciężką pracę.

Zaczerpnięte z amerykańskiego ruchu AA ''one step at a time'' czyli jedna rzecz na raz, co ma opanować moje ADHD. Wielozadaniowość niech trafi szlag bo przekonałam się, że to nie dla mnie. Skupienie się na jednej rzeczy jest o wiele bardziej efektywne i zwyczajnie przyjemniejsze. 

Tym razem z Titanica kradzione ''make it count'' czyli, żeby się liczyło. Mam wrażenie, że spora część życia przeciekła mi między palcami nie dlatego, że nic nie robiłam ale ze względu na moje podejście. Wieloma rzeczami przejmuję się zanim się wydarzą i później ale nie w trakcie, nie wtedy kiedy się dzieją. Wtedy bywam obojętna. To taki mechanizm obronny, który pomaga mi radzić sobie z nieprzyjemnym sytuacjami. Szkoda tylko, że bez mojej woli rozciągnął się też na te przyjemne wydarzenia. Chcę być świadoma każdej chwili, bez względu czy to wpuszczenie wody w toalecie czy wyjątkowo przyjemny wieczór. 

''Just do it'' czyli hasło znanej marki sportowej, przyświeca mi już od jakiegoś czasu. Po prostu to zrób. Nie zastanawiaj się tyle. Mam skłonność do myślenia za dużo, rysowania scenariuszy, rozkładania każdej rzeczy na milion składników. Po cholerę? Nie twierdzę, że zastanawianie się przed podjęciem działania jest złe ale zastanawianie się w granicach rozsądku. Takie które nie wyklucza działania. U mnie często na myśleniu się kończyło bo dochodziłam do wniosku, że lepiej nie, bo nie teraz, bo zły moment, bo to, bo tamto, bo po prostu nie. Sięgając do sytuacji kiedy zadziałałam dosyć szybko, powinnam wiedzieć, że wychodzi mi to całkiem nieźle.

''Less is more'' czyli w bardzo luźnym tłumaczeniu mniej to lepiej. W dalszym ciągu świetnie czuję się w nurcie minimalizmu i chcę w nim pozostać, rozszerzając na coraz to nowe elementy życia. Ograniczam swoją garderobę, powoli wymieniając rzeczy posiadane na te, które obecnie bardziej odpowiadają mojemu stylowi. Zrobiłam gigantyczny krok bo zdecydowałam się pozbyć części książek - nie sądziłam, że to się kiedykolwiek wydarzy :). Nie chcę angażować się w zbyt wiele aktywności, jeśli chcę się zająć nową to muszę odpuścić w innej. No i zdecydowanie muszę nauczyć się filtrować to co i komu mówię.

W duchu minimalizmu właśnie na tym kończę. Te pięć haseł będzie moimi drogowskazami w 2018 roku. A Wy, macie plany lub postanowienia czy idziecie na żywioł?

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…