Przejdź do głównej zawartości

Hity i kity kosmetyczne 2017 roku

Z reguły nie piszę o kosmetykach bo uważam, że jest wystarczająco dużo blogów na ten temat. Miniony rok był jednak dla mnie czasem testowania nowych produktów i chce Wam opowiedzieć o perełkach, które weszły na stałe do mojej kosmetyczki i produktach, które mnie okrutnie zawiodły.



Na początek będzie miło i zacznę od odżywki do rzęs 4 Long Lashes. Wspominałam Wam o mojej przygodzie z zagęszczeniem rzęs, która zakończyła się alergią i pośpiesznym ściąganiem tychże. Po tym epizodzie moje naturalne rzęsy nie wyglądały dobrze, całkowicie z mojej winy bo postanowiłam sama zdjąć doczepione zamiast udać się do specjalisty. Zachęcona poleceniem koleżanki i widocznym efektem na jej rzęsach kupiłam odżywkę 4 Long Lashes. Miałam szczęście bo w Hebe była promocja i zapłaciłam sporo poniżej normalnej ceny co jest istotne bo niestety nie jest to tani produkt. 

Ile by nie kosztował jest warty każdej złotówki. Już po 5 dniach widziałam efekty, po 10 moje rzęsy wyglądały dobrze jak nigdy. Połamane odrosły i razem z pozostałymi stały się wyraźnie grubsze. Niesamowite dla mnie było to, że w miejscu gdzie od zawsze miałam przerwę w rzęsach, wyrosły mi nowe :) 
Po 2 miesiącach odkąd nie stosuję już tej odżywki, efekt nadal się utrzymuje. Jestem bardzo zadowolona i polecam gorąco. 

Hit numer dwa czyli balsam do rąk o zapachu goździka z Yope. Balsam cudownie nawilża i regeneruje suchą skórę. Jest dla mnie idealny na zimne dni bo to bardzo trudne warunki dla moich dłoni. Do tego ten obłędny zapach 😍 Na początku mnie drażnił, teraz nie wyobrażam sobie dnia bez niego. Nie wiem czy latem nie będzie mi to jednak przeszkadzało bo to naprawdę intensywny zapach, który nie każdemu będzie odpowiadać. 

Tym razem nie z polecenia tylko z przypadku, pasta do zębów Himalaya Sparkling White. Niesamowicie mnie zaskoczyła i teraz już z pewnością nie wrócę do zwykłej, drogeryjnej pasty. Poza tym, że zdrowa i smaczna to jako jedyna autentycznie wpłynęła na wygląd moich zębów. Z natury mam ciemną kość i moje zęby nigdy nie były i nie będą (chyba, że potraktuję je agresywną chemią na co nie mam ochoty) białe. Próbowałam wielu past wybielających z których każda podrażniała mi zęby a niewiele robiła. Himalaya nie podrażnia bo ma naturalny skład i nie posiada fluoru. Zęby są widocznie jaśniejsze czyli sukces pełną gębą.

Koniec przyjemności, przechodzimy do kitów.



Pierwszy i główny to My Power Elixir z Miya. Reklamowany jest co najmniej jak lek na raka, skład ma super więc postanowiłam spróbować. Już na wstępnie nie spodobała mi się konsystencja ale dałam mu długą szansę. Naprawdę długą. Zużyłam prawie całe opakowanie ale w końcu się poddałam bo moja skóra nie wyglądała dobrze.

Być może jest to kwestia składu właśnie. Od zawsze wszelkie olejki, oliwki i inne tłustości działały na mnie źle. Wysuszająco i podrażniająco. Nie wiem na co liczyłam tym razem. Chyba poleciałam na reklamę. Tymczasem nie dość, że skóra była po nim ogromnie tłusta, przetłuszczały mi się też włosy, które w nocy były blisko twarzy co jest dla mnie bardzo dużym minusem. Nawilżenie początkowo dobre po czasie się pogarszało, aż do stanu, kiedy musiałam ratować moją skórę bo wyglądała jak pergamin. To właśnie spowodowało, że zrezygnowałam i nie powrócę już do kremu Miya.

Drugi bubel to tonizujący płyn micelarny z AA. Firmie AA jestem wierna od wielu lat ale tym produktem bardzo mnie zawiedli. Podrażnia skórę, oczy pieką po nim jak szalone, makijaż zmywa średnio, a ja nie noszę pełnego makijażu, tylko naprawdę bardzo lekki. Płyn ma nawilżać bo jest zgodny z fizjologią skóry, cóż, najwyraźniej nie mojej. Poważna skaza na idealnym dla mnie do tej pory wizerunku AA.

To by było na tyle. Testowałam o wiele więcej produktów ale nie każdy zapisał się w mojej pamięci jako coś wyjątkowego. Staram się coraz bardzie otwierać na nowe firmy i nie przywiązywać się za bardzo do jednego produktu. Zupełnie nieświadomie zaczęłam zmierzać w stronę bardziej naturalnych kosmetyków, powoli odstawiając wszystkie z niedobrym składem. Czuję że to dobra droga, bo moje ciało jest z tego zadowolone.

A jak jest u Was? Testujecie nowości czy trzymacie się wiernie swoich ulubieńców? Wolicie naturalne kosmetyki czy te z dużą zawartością różnych E? Dajcie znać bo jestem bardzo ciekawa jak to jest u Was.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…