Przejdź do głównej zawartości

Nawet maraton zaczyna się od pierwszego kroku


Zaczynając pisać bloga chciałam aby nazwa miała sens. Nie chciałam narzucać nią treści, wolałam aby bardziej odnosiła się do osoby autora czyli do mnie. 

Dzisiaj chciałam odnieść się do moich obsesji. W skrócie wygląda to tak, że jak w coś wchodzę to na całego. Jem, pracuję, myję się i nawet śpię z głową pełną danego tematu. Urasta to do granic absurdu bez filtra na to, na czym się skupiam. Kiedyś po nocach śniła mi się śmierć Dereka z Grey's Anatomy bo byłam tak absolutnie oburzona jej bezsensem. Czułam jakby umarł ktoś mi bliski.

Jako minimalista z przypadku bardzo wkręciłam się w ideę upraszczania życia. Pozbyłam się wielu worów nadmiaru i nadal się go pozbywam.

Poza tym zaczynam coraz bardziej dostrzegać przytłoczenia rzeczami materialnymi, pomijanie duchowości i doświadczeń wszelkiego rodzaju na rzecz korzyści materialnych. 

Minimalizm urzekł mnie dlatego też, że dla kogoś skłonnego do obsesji stanowi rodzaj wytchnienia. Im mniej bodźców, tym spokojniejsza jestem. Szkoda tylko, że ostatnio nie do końca mi to wychodzi.

Nie ma aplikacji ułatwiającej nam życie, nie ma tabletki, która ułoży nam wszystko w głowie, nie ma magii, która rozwiąże nasze problemy. Wszystko to wymaga naszej pracy, naszego wysiłku i starań. Ja w siebie wkładam ogrom pracy i irytuje mnie czasem, kiedy ktoś z boku twierdzi, że chciałby być taki poukładany jak ja. Proszę Cię bardzo, bierz się do roboty ale obiecuję, że będzie ciężko i milion razy będziesz się poddawać. Irytuję się bo kiedy mówię, że to efekt pracy nad sobą widzę machnięcie ręką i stwierdzenie ''ty tak po prostu masz''. Nie mam.

To że w tej chwili masz w głowie bajzel totalny, nie znaczy że nie da się z tym coś zrobić. Użyję teraz okropnie wkurzającego stwierdzenia - trzeba tylko chcieć. Krokiem podstawowym jest zauważenie problemu ale bez chęci zmian zostaniesz tam gdzie jesteś.

To nie prawda, że Ty nie potrafisz, że nie dasz rady. Dasz.

Tylko chciej. Bardziej niż czegokolwiek innego. Nie zniechęcaj się, nie poddawaj. Nie wyjdzie Ci to próbuj znowu i znowu. Bo warto.


Zawsze warto.

~~~~

Planowałam dzisiaj post zupełnie inny od tego, który widzicie wyżej. Albo nawet go nie planowałam, to była luźna myśl o stworzeniu wishlisty świątecznej. Nigdy czegoś takiego na blogu nie było ale to nie znaczy, że nie może się pojawić. Zaczęłam pisać i wyszło co wyszło. 
Ostatnio widzę dookoła siebie multum osób, które miotają się w swoim życiu, które odbiega od ich marzeń czy nawet potrzeb. Osób które nie radzą sobie z tym, co dzieje się w nich samych i w ich otoczeniu. Osób skłonnych do poddania się i pójścia z prądem bo wydaje im się, że nic już nie mogą zmienić.
Mogą i powinny skoro nie czują się dobrze w miejscu, w którym się znajdują. 
 
Pamiętajcie, że nawet maraton zaczyna się od pierwszego kroku.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…