Przejdź do głównej zawartości

Nowe w... sierpień 2017

Od razu do meritum, bez gadki szmatki.

1. Pierwszy raz w życiu jadłam sushi. Jakoś do tej pory miałam pewne obawy. Bo surowa ryba. Bo glony. Bo drogo. Bo bo bo. Dużo tych bo było. W końcu stwierdziłam, że mam te bo gdzieś i próbuję.
W pierwszym momencie uznałam, że nawet mi to sushi smakuje ale nie sądzę, żebym chciała jeść je częściej.
Teraz nie mogę przestać o tym myśleć.


2. Kosmetyczne szaleństwo czyli totalnie popłynęłam. Nie mam pojęcia skąd to się u mnie wzięło tak nagle. Totalne przeciwieństwo mojego minimalizmu. 
Kiedyś, lata temu, prowadziłam bloga kosmetycznego, który szybko zyskiwał popularność. Usunęłam go po słowach mojej koleżanki, która uznała, że pisanie o kosmetykach jest głupie i płytkie. Teraz by mnie to nie ruszyło ale te kilka lat temu byłam bardziej wrażliwa na krytykę.
Stwierdziłam, że raz na jakiś czas będę się z Wami dzielić opiniami o tym i owym bo czemu nie 😊 W końcu jestem kobietą, czyta mnie wiele kobiet, więc to się jakoś składa do kupy. Prawda? 


3. Tak w powiązaniu do punktu poprzedniego, kupiłam sobie zestaw do wykonania manicure hybrydowego w domu.
Pamiętam jak rok temu z żalem rezygnowałam z hybryd ze względów finansowych. Chciałam ograniczyć swoje wydatki ze względu na kredyt hipoteczny i właśnie to poszło na pierwszy ogień. 
Uwielbiam mieć zadbane i ładnie pomalowane paznokcie, daje mi to ogromny komfort i dobrze wpływa na pewność siebie. Problem w tym, że żaden lakier na moich paznokciach się nie trzyma. Żaden. Dramat.
Przypadkiem dowiedziałam się, że Semilac sprzedaje zestawy startowe dla amatorów. Miałam jeszcze opory bo nie wiedziałam za bardzo jak będę te paznokcie ściągać. Moje postrzeganie trochę wypaczyło to, że do tej pory hybrydę miałam ściąganą za pomocą pilnika lub frezarki. Machanie pilnikiem mnie przerasta, a frezarką można sobie zrobić krzywdę  jeśli się na tym nie zna. Okazało się, że to naprawdę banalnie proste ale planuję na ten temat osobny post za jakiś czas, na który już Was zapraszam.


4. Również w oparciu o kosmetyczny bum (uprzedzałam, że mi odbiło) - przedłużyłam sobie rzęsy. Albo zagęściłam raczej bo moje z natury są długie. Po kiego czorta to zrobiłam? Z lenistwa. Mam tak, że do pracy bez makijażu oka nie pójdę. 😋 Oko ma być podkreślone i tyle. Zabawne bo wszędzie indziej chadzam bez makijażu, kompletnie nie mam z tym problemu.
Sęk w tym, że tenże makijaż oka odbierał mi 10 minut snu, a śpię zdecydowanie za mało i postanowiłam temu zaradzić. Zrobiłam rzęsy, które wyszły przecudownie naturalnie i to był naprawdę niezwykły komfort. Tym większy był mój zawód, kiedy okazało się, że jestem uczulona na klej, którym zostały przymocowane i żeby uniknąć nieprzyjemnych komplikacji, musiałam rzęsy zdjąć. 
Jak się to objawiało? Oczy mnie piekły. Upiornie. Szkoda mi bardzo ale nikt nie był w stanie przewidzieć alergii.


5. Joga już od lat krążyła w moich myślach. Z racji ograniczeń zdrowotnych muszę uważnie dobierać aktywności bo po niektórych nie czuję się dobrze, a po innych przypominam statystę z The Walking Dead.
Do jogi podeszłam na pełnym spontanie, odpaliłam YT i zaczęłam ćwiczyć. Na dywanie, bez maty, bez zastanowienia. Na pewno nie robiłam tego dobrze ale miałam to gdzieś. Po ćwiczeniach czułam się świetnie więc postanowiłam to kontynuować. Zamierzam iść na kilka zajęć z instruktorem ale póki co ćwiczę w domu. Już na macie :P i jestem coraz bardziej podekscytowana tym jak dobrze się później czuję. 
Właśnie sobie uświadomiłam, że nie mam żadnego zdjęcia z jogą związanego, wybaczcie. Nie będę teraz robić niczego na siłę.

To by było na tyle. Dzięki za uwagę 😉

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:

  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…