Zupełnie nowy Testament i lista celów do realizacji przed śmiercią

Ostatnio oglądałam film Zupełnie Nowy Testament. Francuski film o Bogu, który jest złośliwym pijakiem i stworzył ludzi tylko dla swojej zabawy. Jego syn J.C. nie wytrzymał i shakował pralkę, żeby uciec z ich mieszkania znajdującego się w bliżej nieokreślonej przestrzeni.

Później w jego ślady poszła młodsza siostra. Ale najpierw zawirusowała ojcu komputer. A bez komputera nic nie może zrobić. Wyruszyła na ziemię, żeby zebrać 6 apostołów. Dlaczego tyłu? Bo jej matka uwielbia baseball gdzie jest 18 graczy. J.C.miał 12 więc do 18 brakuje właśnie 6. Przed odejściem wysyła wszystkim ludziom daty ich śmierci czym powoduje wiele kłopotów. Min pokój na świecie i romans Catherine Deneuve z gorylem.



Co byście zrobili znając swoją datę śmierci? Zakładając że mielibyście jeszcze czas coś zrobić. Dni, tygodnie, miesiące? 

Ostatnio modne stało się tworzenie list z tym, co chce się zrobić przed śmiercią, tak zwane bucket list. Można znaleźć listy krótsze, dłuższe. Pełne ambitnych celów i takich całkiem prozaicznych. Z każdej bije przekonanie "to właśnie chcę zrobić w życiu!". Trochę tym ludziom zazdroszczę bo wiedzą czego chcą i dążą do tego mniej lub bardziej konsekwentnie. Realizują punkt po punkcie. 

Zastanawiam się jednak co z osobami, które nie mają takich celów, nie potrafią ich określić. Które żyją z dnia na dzień, nie dążąc do niczego konkretnego. Czasem czerpiąc przyjemność z życia, a czasem po prostu je przeżywając. Czy to, że nie mają jasno wytyczonego planu sprawia, że są gorsi? Mniej ważni. Mniej zauważalni? 

Nie sądzę. Każdy przeżywa życie po swojemu i każdy sam musi decydować jaką drogą pójdzie. Jasne że szkoda mi osób, które miotają się szukając swojej ścieżki ale pozbywam się skutecznie kompleksu zbawiciela i nie chce już ratować świata. Bo takie życie było jak najbardziej celowe ale kończyło się tym, że żyłam życiem innych, nie swoim. Teraz odcinam się, stawiam ścianę nawet jeśli ktoś jest mi bardzo bliski. Bo z wszystkich rzeczy jakie chce zrobić przed śmiercią, przeżycie własnego życia jest dla mnie najważniejsze.

Od jakiegoś czasu praktykuję postawę ''lepiej coś zrobić i żałować, niż żałować, że się tego nie zrobiło''. Zdecydowanie lepiej się z tym czuję niż z wersją odwrotną i polecam Wam gorąco takie podejście do życia. Podobnie jak czerpanie radości z chwil. Są dni, że chwil radosnych jest mnóstwo, są takie w których trzeba się ich doszukiwać ale i tak warto cieszyć się nawet drobiazgami.

Teraz cieszy mnie, że mój komputer raczył wyrazić chęć współpracy i wygląda na to, że uda mi się opublikować ten post :) Jutro wysyłam go do specjalisty, który mam nadzieję nie będzie się upierał przy eutanazji, w końcu to jeszcze dzieciak, mam go niecałe trzy lata. 
 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:

  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu

Komentarze

Popularne posty