Przejdź do głównej zawartości

Ludzie, którzy ciągną nas w dół i jak sobie z nimi radzić

Ludzie którzy ciągną nas w dół, to tacy ludzie, którzy zazdroszczą, że coś nam się w życiu udaje, że coś osiągnęliśmy, że coś potrafimy. Sami przy tym nic nie robią. Nie rozwijają się. Stoją w miejscu i mają za złe całemu światu, że wszytko dobre spotyka innych.

To tacy ludzie, którzy nie motywują. Nie zachęcają. Wręcz przeciwnie. Przekonują, że nie warto czegoś robić bo jeszcze coś się stanie, bo nie wyjdzie, bo pogorszysz swoją sytuację, bo po co. Lepiej nie ryzykować. Są pełni strachu i negatywnych emocji. 

Niechętni do zmian. Nieszczęśliwy. Pełni jadu, który wylewa im się przy każdej okazji. Wszystko co nowe jest be, złe, głupie i w ogóle to gówno. 
Niepewni siebie i jednocześnie bardzo na sobie skupieni. 



Każdy w swoim otoczeniu ma takie osoby. Nie da się ich uniknąć chociażby w pracy. Można jednak świadomie otaczać się ludźmi, którzy nas inspirują. Przy których chce nam się działać, rozwijać. Którzy wywołują uśmiech na twarzy i potęgują chęć do życia. 

Podobno pięć osób, z którymi spędzamy najwięcej czasu ma na nas największy wpływ i w pewnym stopniu determinuje nasze zachowanie. Jeśli tak jest, to naprawdę warto zadbać o jakość naszych znajomości. Tym bardziej, że ludzie ciągnący nas w dół najczęściej budzą naszą irytację, smutek, niechęć. 

Bardzo ciężko jest odciąć się od kogoś, z kim wcześniej miało się intensywna relację. Można np zmienić pracę ale w nowej możemy spotkać ten sam typ osoby, więc jaki to ma sens? Nie możemy wiecznie uciekać licząc, że gdzieś w końcu odetniemy się od tego typu negatywnych osób. 

Sytuacja wydaje się pozornie patowa ale można sobie z nią poradzić. Ludzi ciągnących nas w dół możemy zwyczajnie olać. Współegzystować w warunkach jakie mamy ale nie zwracać uwagi na ich opinie, docinki, problemy. Świadomie ograniczajmy obecność ludzi, którzy nas demotywują do maximum ale nie ograniczajmy siebie poprzez te ograniczenia, np rezygnując z fajnej pracy. Zdrowy dystans jest zawsze wskazany, a w tym przypadku nawet zalecany. Stawiamy między nami ścianę i niech oni kiszą się w swoim nieszczęściu, a my żyjmy po swojemu.

Mój kolega powiedział kiedyś, że odkąd stosuje w swoim życiu jedną zasadę, zauważył znaczną poprawę jakości życia i relacji.  Zasada dosadna: ''Miej wyjebane, będzie Ci dane''. Uważam, że to jedyna racjonalna opcja postępowania z ludźmi, którzy ciągną nas w dół.



W moim otoczeniu jest dużo takich osób. W pewnym stopniu mnie irytują, mam ochotę podejść, strzelić po pysku i kazać się ogarnąć. Z drugiej strony jest mi ich potwornie żal. Marnują życie tym zgorzknieniem, strachem, brakiem chęci do działania. Nie pozwalam im już jednak wpływać na swój nastrój, postępowanie, decyzje. Kompletne odcięcie pępowiny przy zachowaniu zasad savoir vivreu.

Zarówno Wam jak i sobie życzę jak najmniej osób, które będą ciągnęły w dół, a jak najwięcej inspirujących i ciekawych osobnic i osobników.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…