Przejdź do głównej zawartości

2016

No i mamy 2017. Od kilkunastu godzin panoszy się na świecie, mości gniazdo jak kokocha. Jest młody, niewinny i pełny wiary. Jaki był wobec tego 2016? 
Dla mnie pełen znaczących zmian w życiu. W ich efekcie było mnie dużo mniej na blogu, co nie wpłynęło wcale na ilość odwiedzin za co bardzo Wam dziękuję. 

 

Wyszłam za mąż co z perspektywy kilku miesięcy oceniam jako bardzo dobrą decyzję 😀 Czy po ślubie coś się zmieniło? Jeśli tak, to tylko na lepsze. Jesteśmy sobie jeszcze bliżsi, jeszcze bardziej doceniamy czas spędzony razem. Bardzo dobrą decyzja było samodzielne zorganizowanie ślubu i późniejszego przyjęcia. Było tak jak my chcieliśmy, bez ustępstw. Swoją drogą nigdy nie sądziłam, że wyjdę za mąż w pałacu 😃 


Późniejsza podróż poślubna okazała się strzałem w 10. Mieliśmy do wyboru kilka kierunków ale padło na Pragę i zdecydowanie warto było.
Kilka miesięcy temu pożegnałam się z moim futrzakiem. Wspominałam Wam w którymś momencie, że zachorował. Walczyliśmy długo ale nadszedł moment, w którym trzeba było pozwolić mu odejść. Nic co robiliśmy nie pomagało, męczył się coraz bardziej. Decyzja o uśpienia zwierzęcia, które traktowało się jak członka rodziny, przyjaciela, to najtrudniejsza decyzja jaka do tej pory musiałam w życiu podjąć. Nadal boli mnie serce, nadal widzę jego oczy, nadal czuje ciężar jego bezwładnego już ciała. Nikomu z Was nie życzę takich emocji, tego bólu i wątpliwości czy to była dobra decyzja. 


Zmieniając temat na mniej ponury stwierdzam, że w minionym roku dużo się we mnie zmieniło. Ogrom tych zmian był poparty pracą nad sobą, z czego jestem bardzo zadowolona. Niepostrzeżenie dla mnie zmieniło się też kilka rzeczy, o których nawet nie myślałam. Nauczyłam się żyć z moją chorobą, a nie pomimo niej. Dla mnie to naprawdę duży krok bo problemy ze zdrowiem ograniczały mnie znacząco przez ostatnie lata. Kiedy ktoś choruje poważnie na coś, co widać na pierwszy rzut oka, to wszyscy współczują, wspierają i starają się nie obarczać tej osoby zbytnio. Wiem jak to zabrzmi ale takim ludziom jest łatwiej chorować niż osobom takim jak ja, po których choroby w ogóle nie widać. Nie widać czyli jej nie ma, a ja się cackam ze sobą. Takie podejście początkowo bardzo mnie frustrowało, aż nauczyłam się tak układać życie, żeby choroba miała na nie jak najmniejszy wpływ, a ludzi dookoła i ich opinię mam w głębokim poważaniu. 
2016 dał mi pewne poczucie spokoju mimo wielu zmian. To nadal nie to, do czego dążę, ale jestem na dobrej drodze. Zastraszająco mało czytałam. Szczególnie w ostatnich miesiącach. Sterta książek do przeczytania nie ma końca, a ciągle pojawiają się nowe. Przespałam wiele świetnych filmów i nadal nie wiem jak się skończyły 😉 Bilans czytelniczo filmowy jest grubo na minusie w tym roku.
Postanowienia na 2017? Nie mam. Są za to plany. Kupno mieszkania (nic nie wiąże ludzi tak jak kredyt, więc badany ze sobą jeszcze bliżej 😉). 
Realizacja mojego planu B, który ostatnio staje się coraz ważniejszy i bardziej realny, co najbardziej mnie zaskoczyło. Na razie sza, bo nie lubię mówić o czymś, do czego nie mam 100% pewności, że się uda. A może po prostu nie chcę zapraszać. Moje umiejętności pozytywnej afirmacji jeszcze nie są tak dobrze rozwinięte jakbym chciała 😉. 
Zamierzam być częściej na blogu, więcej czytać, obejrzeć zaległe sezony Grey's anatomy i przepadać na godziny w Simsach. Pojechać tam, gdzie mnie jeszcze nie było i robić rzeczy, których jeszcze nie robiłam. Chciałabym rozciągnąć dobę, żeby mieć na to wszystko czas ale wiem, że to niemożliwe więc zamierzam znaleźć złoty środek, równowagę między tym wszystkim. 
Życzę nam wszystkim wspaniałego 2017 roku 😄

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…