Przejdź do głównej zawartości

Szacunek do rzeczy


Kiedy zaczynałam się interesować minimalizmem nie przyszło mi do głowy jak duże zmiany wprowadzi to w moim życiu. Pozbycie się nadmiaru i ograniczenie stanu posiadania sprawiło, że zmieniło się moje podejście do tych rzeczy, które zostały po minimalistycznym pogromie. Nie bardzo wiedziałam jak to nazwać, brakowało mi odpowiedniego określenia. Odnalazłam je ostatnio, jest to szacunek do rzeczy.

Co przez to rozumiem? Przede wszystkim dbanie o rzeczy, które posiadamy. Odpowiednie pranie ubrań z uwzględnieniem informacji z metki, używanie odpowiednich środków do  ich czyszczenia. Odpowiednia pielęgnacja obuwia, czyszczenie, pastowanie, zabezpieczenie przed wilgocią. Czyszczenie i właściwe przechowywanie biżuterii. Utrzymywanie porządku w i na sprzętach kuchennych oraz sprzętach łazienkowych. Dokładne i staranne mycie garnków, talerzy i wszelkiego rodzaju robotów kuchennych. Czyszczenie tak pomijanych rzeczy jak suszarka do włosów, prostownica, szczotki i grzebienie. Odkurzanie książek, czyszczenie dywanów i mebli.

Rzecz zadbana odwdzięczy Ci się wydłużając swoją żywotność. Odpowiednio pielęgnowane ubrania nie stracą kolorów, kształtów i faktury materiału. Buty przetrwają nie jeden, a kilka sezonów. Srebrna i złota biżuteria będzie wyglądała tak samo pięknie na początku, jak i po 10, 15 latach. Regularnie czyszczona i odpowiednio suszona pralka nie będzie nam zaciągała ubrań i śmierdziała między praniami. W lodówce nie będzie się skraplać woda i rozchodzić dziwny zapach. Odpowiednio czyszczone garnki i zastawa stołowa zachowają swój wygląd przez lata. Dokładnie czyszczone sprzęty kuchenne podziałają dłużej. Suszarka do włosów nie zapchana pogubionymi kosmykami i nie zaklejona środkami do stylizacji włosów również dłużej nam posłuży. Podobnie wszelkie szczotki i grzebienie. Odkurzone książki nie zaczną pachnieć starością i tworzyć w domu zaduchu. Regularnie czyszczone meble i dywany również wpływają na jakość powietrza w pomieszczeniach.




Zwróćcie uwagę, że nie biorę tu w ogóle pod uwagę walorów estetycznych. Podkreślam jedynie praktyczne zastosowania. Poza tym, co ważne w przypadku większości rzeczy: nie dostaliśmy ich za darmo. Na to czego nie dostaliśmy musieliśmy zapracować. Mniej więcej rok temu pisałam o swojej drodze do minimalizmu,  w trakcie której nauczyłam się zupełnie innego podejścia do pieniędzy. Cytując samą siebie:

''Wyobraźcie sobie, idziecie do sklepu, widzicie tłum ludzi i podwieszony do sufitu napis "MEGA PROMOCJA!!!". Za czym wszyscy stoją? A za patelnią za 15 zł. Duża, porządna, z dobrą powłoką i wygodną rączką. No to co, bierzecie bo co to jest 15 zł. Nie ważne, że w domu macie już 4 patelnie, a korzystacie może z 2.
Teraz prosta matematyka, najniższa krajowa na rękę w tej chwili to 1286 zł z groszami, które pominę. Żeby ją zarobić trzeba przepracować 160 godzin. Jedna godzina pracy to 8 zł. Żeby kupić tą patelnię pracowaliście 2 godziny. Jeśli to prosta praca za biurkiem to jeszcze ok, ale jeśli to czyszczenie ryb w niskiej temperaturze czy sprzątanie czyjegoś kibla to całkiem inna sprawa. Warto było?
Tego uczy minimalizm, zastanowienia się czy warto.''

Czasami kiedy nachodzi mnie ochota spontanicznego wydania pieniędzy, zastanawiam się ile musiałam na daną rzecz pracować. Bardzo często mi się odechciewa zakupu bo stwierdzam, że nie warto.

Wielu ludzi nie szanuje rzeczy. Kupują coś i wyrzucają bez zastanowienia. Nie dbają o to, a potem się wściekają, że się psuje/nie wygląda/przestaje spełniać swoją funkcję. Nie zliczę przypadków kiedy słyszałam o butach, które popękały czy zaczęły przeciekać. No sorry ale jeśli w życiu nie widziały pasty do butów to się nie dziwię. Ubrania wrzucane do pralki na chybił trafił w życiu nie zachowają swojego wyglądu. Sytuacji tego typu znam mnóstwo. Wy na pewno też.

Pewnie że kiedy coś się psuje to łatwiej to wyrzucić i kupić nowe, ale to zwyczajny brak szacunku do tych rzeczy i tak naprawdę brak szacunku do samych siebie. W końcu w zdobycia tych rzeczy włożyliśmy jakiś wysyłek, zrezygnowaliśmy z czegoś innego, a teraz co, zwyczajnie to wyrzucamy?

Jakiś czas temu miałam mały kryzys związany z naszym wynajmowanym mieszkaniem. Każde sprzątanie wywoływało u mnie taką niechęć, że gotowałam się w środku. No bo co, znowu muszę szorować czyjś kibel i czyścić czyjeś panele? Miałam tego naprawdę dość. Zwalczyłam ten kryzys przez dużą zmianę podejścia.

Może to nie mój kibel, może nie moje panele, ale korzystam z nich, więc powinno mi zależeć, żeby jak najlepiej wyglądały i jak najdłużej służyły, a brak dbania o czyjeś rzeczy mogę przenieść później na swoje. A o swoje zamierzam dbać. Bo na to zapracowałam.
 
Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.


 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…