Nie lubię komputerów

Źródło

Nie lubię komputerów. To naprawdę zaskakujące stwierdzenie, jak na kogoś kto spędza przy nich tyle czasu, co ja. 
Spędza i spędzał. Bywały momenty, w których wydawałam się wręcz przyrośnięta do mojego peceta, a potem laptopa. Spędzałam godziny, dni, tygodnie wręcz przed komputerem. Grałam. Oglądałam. Pisałam. Mniej więcej w tej kolejności.
Pierwszą moją obsesją były gry. Początkowo Mahjong czy Supaplex. Potem GTA, Simsy i NFS Underground. Co to były za czasy....
Seriale sprawiały, że znikałam ze świata na długie godziny. Jeśli w dzień miałam przekrwione oczy i nie bardzo łapałam, o co chodzi, oznaczało to, że noc spędziłam z Carrie, Mirandą, Samanthą i Charlotte albo Meredith i Derekiem. Ewentualnie w Hotely Babyloon  czy Simpsonami.
Od kiedy pojawił się blog, spędzam przed monitorem jeszcze więcej czasu. Napisanie posta, edytowanie go, dobranie i edycja zdjęcia, to zajmuje sporo czasu. Przyjemnego. Ogromnie przyjemnego czasu. 
Mój pierwszy pecet był pierwszy na osiedlu. Miałam jakieś.... 13 lat? Nie pamiętam już dokładnie. Skądś dorwałam zestaw gier, w których był właśnie Mahjong i inne dziwne twory. Potem koleżanka przyniosła Supaplexa i to był początek obsesji :) Po jakimś czasie u niej pojawił się komputer i od razu GTA i Wormsy. Przyjemność ogrania wszystkich za pomocą robaczków była nieporównywalna z niczym innym. Tylko deczko niżej na skali było ustawianie jak największej ilości samochodów w rzędzie i wysadzanie ich. GTA - część pierwsza - wiecie o czym mówię czy to zbyt zamierzchłe czasy?
Drugi pecet, dłuuuugo bez internetu. Gry z gazet i wyczekiwanie na kolejny miesiąc bo będzie demo Raymana :) Pierwszy dzień z internetem skończył się wirusem. Pojęcia nie miałam o programach antywirusowych, o niczym związanym z internetem zresztą. Miałam 20 lat i bardzo długo mój jedyny kontakt z siecią miał miejsce w kawiarenkach internetowych. Szybko jednak opanowałam co i jak i przepadłam ostatecznie. Filmy, seriale i tyle gier..... Godziny spędzone na rozmowach przez Gadu Gadu, co tam studia!
Pierwszy laptop, O MÓJ BOŻE! Nie wiedziałam jak z  niego korzystać. Jak każdy nowy miał milion niepotrzebnych aplikacji od producenta. Długo podchodziłam do niego jak do jeża, wolałam starego peceta. Przy pisaniu pracy magisterskiej spędziliśmy jednak  razem tak dużo czasu, że zawiązała się miedzy nami silna relacja.  Przeszedł ze mną sporo, również geograficznie. Kochałam go jak dziecko, brata, siostrę, wszystko na raz. Miał Windowsa XP jedyny sensowny system jaki wypuścił Microsoft. Prosty jak konstrukcja cepa. Wiedziałam co, gdzie i jak zrobić, żeby było dobrze. Nie działa? Luz, zaraz zacznie. Kiedy pierwszy raz musiałam oddać go do serwisu bo zdechły wiatraczki, płakałam jak dziecko. Bo moje maleństwo jest chore. W końcu wrócił, odpicowany jak po dwutygodniowym spa. Był prosty, łatwy i przyjemny. Nie było w nim nic skomplikowanego. Mogłam na nim oglądać wszystko i grać we wszystko przez długie lata. Dopiero w zeszłym roku przestał spełniać wymagania systemowe gier, które chodziły mi po głowie. No i nie dawał rady. Powoli umierał wiec uznałam, że pora na nowy. 
O tym jak wybierałam laptopa pisałam już tutaj. Podobnie jak o przygodach, które w związku z tym miałam, o naszych trudnych początkach. Po kilku miesiącach próbuję go włączyć, żeby napisać całkiem inny post niż ten. Naciskam raz, nic. Drugi raz, długo nic i w końcu ''system odzyskał sprawność po poważnym błędzie''. Nosz po jakim??? Wyłączyłam go wczoraj grzecznie i na nic się nie skarżył! Po 20 minutach, dwóch aktualizacjach i kilku restartach w końcu ożył.
Nie lubię go za bardzo. Wizualnie piękny, czarny szatan. Wnętrze za to ma jak rozhisteryzowana trzynastolatka. Wasze też tak mają? Potrzebuję go ale widzę, że bez problemu ograniczę nasz czas razem. Zawiesza się, myśli sto lat nad niektórymi operacjami, nie każdy program chce na nim działać i wymaga zamienników, których nie rozumiem. Simsy nie chcą na nim działać... To już w ogóle dramat.
Może to starość? Neurony osiągnęły poziom przy którym nie jestem w stanie pojąć niczego trudniejszego niż liczydło? Swoją drogą liczydła też nie rozumiem :)
To dziwne uczucie. Nie lubię komputerów. 
Nie tylko swojego, te w pracy też mnie denerwują i ich nie rozumiem. Dziwnie mi z tym.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty