Miesiąc w zdjęciach #12


Po raz kolejny w tym roku jestem uwięziona w domu na L4. Korzystając z okazji, że gorączka nie przekracza 38 stopni, przygotowałam kolejny miesiąc w zdjęciach. Przeglądając je stwierdziłam, że nawet mimo ciągle złego samopoczucia był to dobry miesiąc. Dużo się działo i nadal dużo się dzieje. Jestem zadowolona z tego, co mnie otacza. Dosyć tych wynurzeń, jedziemy:


Pierwszy stycznia i pierwszy śnieg w tym roku ;) Jak zwykle początek roku mamy wyjazdowy, urodziny teścia to nie przelewki :) Panowie degustowali Carlsbergi, a ja połykałam kolejne strony książki.


Było miło i spokojnie. Podobno jaki pierwszy dzień roku, taki cały rok. Czyli Chomicki ma być cały rok na kacu, a ja niedojedzona? :P


Droga powrotna już prawie bez śniegu ale za to z przyjemnie szczypiącym w poliki mrozem ;D Uwielbiam taką pogodę.


Pierogarnia braci Jastrzębskich pojawiła się u nas pod koniec roku. Byli my, spróbowali i raczej nie wrócą. Jak widać dekoracja talerza przyciąga uwagę :) Chyba tylko po to, żeby odciągnąć ją od zbyt wysokich cen. Nie wiem jak dla Was, ale wg mnie 11 zł za 5 pierogów to trochę za dużo. Były przepyszne i to muszę im przyznać, ale cena skutecznie zniechęca. Chomicki wziął dużą porcję czyli 8 szt. za 13 zł i wrócił do domu głodny. Szkoda bo naprawdę smacznie było.


Urodzinowe kwiatki dla babci...


.. i moje ulubione ciasto u mamy. Nie ma lepszego. Bez dyskusji.


Przepyszna kawa w Cafe Mondo razem z przyszłą ''małą i wredną sędziną''. Mała i wredna już jest ale towarzyszyła mi dzielnie na WOŚP-owym koncercie zespołu Chomickiego, czyli Sto Milionów. Panowie poszli w zupełnie inną stronę, niż początkowo się wydawało i zdecydowanie jest to dobra strona.


Działo się :)


Działo, działo i tak zadziało, że bez wspomagaczy nie byłam w stanie przetrwać dnia. Z racji panujących wówczas mrozów i niezbyt wydajnego ogrzewania, nieco w pracy marzłam.


Żeby nie zamarznąć zakładałam co grubsze elementy garderoby, często z zabawnym rezultatem ;) Mimo wszystko uważam, że nie przebiłam swoich outfitów z okresu kiedy Chomicki mieszkał jeszcze na stancji i często u niego bywałam, było lato więc z domu wychodziłam w topie i spódnicy, a wracałam w tejże spódnicy ale również w swetrze Chomickiego. Grubym, zimowym. Wyobraźcie to sobie: letnia, długa spódnica i sandały plus gruby, męski sweter ;D Tylko chustki na głowie brakowało i do pługa! ;D


Chora czy nie, zaczęłam realizować jedno z moich największych marzeń. Nie spodziewałam się, że da mi to tak pozytywnego kopa ;)


Przez choróbsko ucierpiały za to nasze obiady. Nie dość, że był to bardzo intensywny okres, to czasami nie byłam w stanie stać nad kuchenką. Pizza z mikrofali ratowała sytuację. Jakkolwiek pracochłonne nie byłoby gotowanie to wolę spędzić codziennie jakiś czas w kuchni, niż ciągle jeść rzeczy do odgrzania lub na mieście, a już w ogóle nie wyobrażam sobie, żeby nie jeść obiadu. Mnóstwo moich dzieciatych znajomych ma podejście ''ja nie muszę jeść obiadu, zrobię sobie kanapkę, a dziecko je w szkole/przedszkolu''. Nosz w mordę jeża.... Rozumiem gdyby to wynikało z oszczędności i bardzo złej sytuacji finansowej, ale ludzie! To Wy macie zapewnić temu dziecku warunki do życia, bezpieczeństwo i stabilizację, nie odżywiając się właściwie szkodzicie swojemu zdrowiu, a tym samym dziecku, bo kto się nim zajmie jak mamusia i tatuś nie będą mieli na nic siły???


W ramach wyhamowania odrobinę, zajęłam się intensywnie kolorowankami. Ostatnio trafiłam na Instagramie na profile osób, które kolorują tak, że mi teraz głupio, że w ogóle wzięłam do rąk kredki... 


Czytanie jest bezpieczniejsze, w tym jestem naprawdę dobra ;) Styczeń czytelniczo wypadł naprawdę dobrze i ogólnie przyjemnie bo trafiłam na świetne pozycje. Czuję się ostatnio strategicznym klientem Biedronki, nikt nie kupuje u nich tyle chusteczek do nosa co ja.


Korzystając z tego, że Chomicki wybył na kolejny koncert, nadrabiałam bajkowe zaległości. Hotel Transylwania 2 trochę mnie rozczarował, jedynka była świetna, dwójka znacznie słabsza. Za to na Krainie Lodu ryczałam jak bóbr. Co zrobić, baba ze mnie ;)


Nadal uparcie nadrabiam zaległości w Gwiezdnych Wojnach. Chociaż ci dwaj panowie są rewelacyjni to moje serce skradł BB8 z najnowszej części. 


Żeby nie było, że w Biedronce kupuję tylko chusteczki :) Opanowałam się bo początkowo w koszyku było dużo więcej ;D 


Na koniec na poważnie ;) A co!

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.


Komentarze

Popularne posty