Jak świętować i nie zwariować



Świat ogarnęła gorączka przedświątecznych przygotowań. Dookoła widzę wymęczone kobiety, ze zrujnowanym manikiurem i ukrywających się facetów, którzy wolą zniknąć z pola widzenia pod pretekstem dłuższej pracy albo poszukiwania idealnego drzewka. Widzę okna myte o przeróżnych porach, od 6 rano do 23, w słońcu albo ulewnym deszczu. Trzepią się dywany, myją się szafki, wózki w sklepach zapełniają się do granic możliwości. w skrócie: ludzi opanował totalny kociokwik.
W pracy non stop słyszę o tym jak mało czasu już zostało i obożejakjasięwyrobię ??? Zastanawia mnie jedno, czy w tej gonitwie porządkowo - konsumpcyjnej nie ginie duch świąt? 
Czy w świętach naprawdę chodzi o to, żeby mieć posprzątane w szafkach i wytrzepane dywany, na których stoi stół zawalony potrawami, które później wyrzucimy nie będąc w stanie ich przejeść? Chodzi o prezenty, z których połowa trafi do szafy/szuflady albo na Allegro/OLX?
Pod tym natłokiem przepadła  gdzieś potrzeba przebywania z najbliższymi, cieszenia się tym wspólnym, wyjątkowym czasem, radość ze światełek na choince, pierwszej gwiazdki i ''Kevina samego w domu''. 
Powiedzcie mi szczerze, czy naprawdę w domu macie taki syf, że absolutnie musicie pucować go od podłogi po sufit? Świat się zawali bo nie poukładaliście miseczek, talerzyków, garnków i kubeczków? Czy naprawdę absolutnie musicie pucować okna w środku nocy, przypłacając to ostrym przeziębieniem? 
Czy potrzebujecie 12 potraw plus 4 ciasta i 5 sałatek? Nie wystarczą 4 potrawy, dwa ciasta i jedna sałatka? W ilościach do zjedzenia przez przeciętną rodzinę, a nie pułk wojska?
Czy prezenty muszą być drogie i wypasione ''bo poniżej stówy to nie wypada''?
Seriously?
Ja nie sprzątam bardziej niż zwykle. Mieszkanie jest sprzątane raz w tygodniu, od podłogi po sufit. W szafkach sprzątam jak mnie najdzie, czyli kilka razy w roku, firanki niedawno prałam, okna od środka lśnią ale na zewnątrz nie myję bo jest za zimno. Prezenty kupuję symboliczne i takie, do których mam pewność, że będą trafione. Upiekę ciasto. Jedno. Pomogę mamie usmażyć rybę, zrobić pierogi, pokroję zieleninę na sałatkę. I koniec.
Zamierzam cieszyć się z tego, że będziemy wszyscy razem. Przede wszystkim, że BĘDZIEMY bo kto wie, co będzie za rok. Zjem pierogi z kapustą i grzybami, rzucę się na dorsza i spojrzę krzywo na sałatkę bo jakoś za dużo wyszło majonezu. Wręczę moje skromne podarki w absolutnie nie dizajnerskich opakowaniach i mam gdzieś czy coś dostanę bo wolę coś dać i cieszyć się z czyjejś radości. Będę oglądać świąteczne filmy, spać, jeść i doceniać to, że mogę to robić. 
Wam radzę to samo. Wyluzujcie, naprawdę nie musicie robić wszystkiego bo tak trzeba i wypada. Róbcie to jeśli chcecie i sprawi Wam to przyjemność, ale tylko wtedy. Celebrujcie ten czas, doceńcie to co macie i relaksujcie się ile wlezie.
W świętach nie chodzi o sprzątanie, gotowania i prezenty czyli zmęczenie, przejedzenie i długi. Ma być przyjemnie. Ma być nam dobrze. Mamy BYĆ w tym momencie, w tym czasie, w tym miejscu.
Tego Wam i sobie życzę. 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty