Kobiety inspirujące

Dawno już nie dzieliłam się z Wami moimi inspiracjami. Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o dwóch babeczkach, które ostatnio mnie zainspirowały. Obie krótkim zdaniem.
Na pozycji pierwszej znana wszystkim Martyna Wojciechowska. 

Źródło

Czytałam ostatnio wywiad z nią, gdzie redaktorka zastanawiała się jak Martyna to robi, że godzi pracę w kilku redakcjach, ''Kobietę na krańcu...'' i wychowywanie dziecka. W dodatku sprawia przy tym wrażenie szczęśliwej i absolutnie nie widać po niej zmęczenia. Martyna odpowiedziała (dokładnie już nie zacytuję, ale przekażę ogólny sens), że jeśli podchodzi się do natłoku obowiązków z negatywnym nastawieniem to szanse powodzenia są nikłe. Nawet jeśli ma się dużo do zrobienia to powinno się podejść do tego z radością, pozytywnie. Skłoniło mnie to do refleksji i zastanowienia nad tym, jak sama podchodzę do dużej ilości obowiązków. Nie da się tego określić jako pozytywne podejście ;) Zazwyczaj dzień pełen rzeczy do zrobienia trochę mnie przytłacza, gonię, spieszę się, żeby zrobić wszystko szybko. Nie cieszę się tym, co dzieje się dookoła i tym co robię. Wkurza mnie to nieco. W pracy mamy teraz urwanie głowy, ilość zadań trochę przytłoczyła nas wszystkich i już czułam, że tradycyjnie zaczynam się spinać i gonić. Spróbowałam jednak podejścia Martyny i zmieniło to cały dzień. Niby nic, trochę inny sposób myślenia, a skutki zaskakujące. Nie podchodząc do kolejnych zadań jak do kary boskiej, nie traci się niepotrzebnie energii i w efekcie można zrobić więcej. Świetna sprawa, spróbujcie ;)

Drugie zdanie znalazłam na blogu Marty. 
 
Źródło

Gdyby czepiać się szczegółów to nie było ono jej autorstwa, tylko jej chłopaka ale cały post uzupełniający popełniła Marta. Otóż zastanawiała się głośno nad wyborem farby do włosów i dywagowała nad nowym kolorem, którego boi się wypróbować w obawie przed efektem. W odpowiedzi usłyszała, że jeżeli boi się podjąć decyzji o farbie do włosów, to jakie będzie jej podejście do poważniejszych decyzji w życiu. No właśnie. Jeśli boimy się podjęcia decyzji w kwestii takiej pierdółki jak farba do włosów, to co tu mówić o wszystkich dużych decyzjach, które nas czekają. Ja trochę jestem taki tchórz i nad farbami do włosów zastanawiałam się równie długo ;) Jakby to była największa decyzja mojego życia, a konsekwencje miały mnie pogrążyć lub wynieść na wyżyny. Jestem nudna kulinarnie, zawsze chodzę do pracy tą samą drogą itd. Siła przyzwyczajenia to u mnie bardzo silna siła, która wynika ze strachu przed nowościami. W przypadku poważniejszych decyzji wahanie jest zrozumiałe, ale z pierdółkami naprawdę nie ma się co cackać. Świat się nie zawali jeśli będę miała niebieskie włosy. Na tym tle postanowiłam zaszaleć w KFC i skusiłam się na coś, czego jeszcze tam nie jadłam. Dobrze, że wcześniej kupiłam papier toaletowy ;P Widzicie, z tymi nowościami trzeba jednak uważać ;P

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty