Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2015

Terminator: Genesis

Zapewne zauważyliście, że do tej pory nie wypowiadałam się za bardzo na temat filmów. W każdym razie nie wspominałam o jakimś konkretnym. Przyszła i na to pora. Autentycznie nie mogę się powstrzymać bo jestem oczarowana, co zdarza mi się bardzo rzadko. Nie że filmy mi się nie podobają, ale rzadko na tyle, żebym chciała o tym mówić. Terminator to film mojego dzieciństwa. Pojawiały się kolejne części, ja dorastałam i postrzegałam je coraz to inaczej. Jednak bez względu na wiek trzy pierwsze części bardzo mi się podobały. Kiedy wyszła część kolejna Terminator: Salvation oczywiście musiałam ją obejrzeć. Była ok. W zasadzie nie miałabym się do czego przyczepić gdyby nie Christian Bale. Nie lubię faceta. Nie lubię jego gry, a za zniszczenie w moich oczach wizerunku Batmana powinien dostać niezłe manto. Przeszkadzał mi w Terminatorze, jego John Connor był irytująco nijaki. Tym bardziej ucieszyło mnie, że w Genezie jest całkiem inna obsada. Poza Arnim oczywiście, Arni musi być :) To jak w fabuł…

Jesteś kanapowym zamulaczem?

Dotarłam dzisiaj do pracy z małymi przeszkodami wprawdzie, ale dotarłam. Okazało się, że nie bardzo jest co robić dla takiej grupy osób więc wzięłam urlop. Do końca tygodnia.  Zastanawiam się teraz co z nim zrobić :) Chomicki niestety nie ma widoków nawet na jeden wolny dzień, więc muszę się zagospodarować samodzielnie. Nie, że nie mam co robić. Skąd. Mam trochę prania, poprasować też łaskawie mogę, okna wypadałoby umyć, kołdry i poduszki wyprać korzystając z pogody.... A chała! Nie będę sprzątać. Nie będę prać i już na pewno nie prasować! Gotować będę, bo lubię swoje obiady, ale na tym koniec. Nie spędzę tych dni na byciu drobiem domowym, który nie wyściubi nosa za próg bo ugrzęźnie w zajęciach gospodarskich. Mam zamiar spać, aż pęknę. Czytać, aż mnie oczy rozbolą. Oglądać filmy i seriale, aż mi się zrobi niedobrze od gapienia się w monitor. Nie siedzieć w domu. Spotykać się ze znajomymi, których od wieków nie widziałam. Zrobić rajd po bibliotekach. Zasypać bloga nowymi postami. Pojec…

Zrób to, jak to nie zrobisz? TY nie zrobisz?!?

Nie wiem czy to przez upały czy przez przekroczoną 30-stkę, ale ostatnio na nic nie mam siły. Praca męczy mnie jak nigdy wcześniej, w domu coś tam robię ale Chomicki musiał się zaangażować o wiele bardziej niż kiedyś w dbanie o to ''nasze'' M. Kiedy zaczęłam tą pracę, miałam spore zapasy energii zgromadzone przez 3 miesiące siedzenia w domu. Wiedziałam, że prędzej czy później się wyczerpią i póki były, korzystałam ile wlezie. Wygląda na to, że to już ten moment, kiedy zużyłam zapasy i korzystam z energii bieżącej. Zużywa się ona w tempie o wiele większym niż przybywa i z tego powodu postanowiłam zacząć odpuszczać. Obiecywałam Wam ten post już jakiś czas temu ale nie mogłam zabrać się do pisania. Przyznaję: odpuściłam sobie trochę bloga. Sami widzicie, że wpisy pojawiają się raz na tydzień i póki co nie widzę szans, żeby to się zmieniło. Na pewno nie zniknę z blogosfery, mowy nie ma! ale mój mózg ostatnio nie jest w stanie wyprodukować niczego kreatywnego :) Nie chcę zap…

Suseł naiwniak vs. potęga reklamy

Jestem idealnym przykładem naiwniaka, który łapie się na reklamy. Na szczęście nie dotyczy to reklam produktów, moja naiwność nie sięga aż tak daleko :) Łapię się za to na każdą reklamę ciekawego miejsca. Nie lokalu i  nie eventu (jak to się teraz określa wydarzenia kulturalne).
Dygresja będzie: tak odnośnie zapożyczania z języka angielskiego. Kiedyś Chomicki wrócił z pracy podejrzanie radosny. Okazało się, że na jakiejś nasiadówie usłyszał takie cudowne zdanie: ''Musimy się sfokusować na bejsikowym targecie'' ;D Przerost formy nad treścią. Koniec dygresji.
Przyznaję się bez bicia, że reklamy województwa dolnośląskiego, które leciały kiedyś w telewizji, wywoływały u mnie drżenie serca za każdym razem, kiedy je widziałam :) Tyle tam miejsc do zobaczenia!




Zazwyczaj dobrze wychodziłam na tej mojej naiwności i miejsca, w które ciągnęłam Chomickiego okazywały się tego warte. No ok, dla mnie warte obejrzenia w 100% dla Chomickiego w 90%. Statystyki psują mu ogrody Hortulus w Do…

Być czy nie być?

Miało być o odpuszczaniu i w pewnym sensie jest. Właściwy post jeszcze się pisze, dzisiaj o czymś co siedzi mi w głowie od jakiegoś czasu. Mam w pracy koleżankę, która otwarcie i wprost przyznaje się do tego, że jest nieszczęśliwa w małżeństwie. Sama nie wie dlaczego w nim tkwi. Może ze względu na dziecko, może przez przyzwyczajenie. Może po prostu nie chce być sama. Jak dla mnie, każdy z tych powodów jest kupą bzdur. Mówię Wam to z pozycji dziecka rozwiedzionych rodziców. Uważam, że była to najmądrzejsza decyzja jaką można było podjąć i podziwiam moją mamę za ogromne jaja, których to wymagało. Dziecko żyjące w rodzinie, w której ewidentnie się nie układa, nie jest szczęśliwe. Nie czuje się bezpiecznie. Nie ma oparcia, którego potrzebuje. Nie ważne czy rozłam między rodzicami widoczny jest na pierwszy czy na drugi rzut oka, dzieci takie rzeczy po prostu wiedzą. Od razu zaznaczam, że nie mam tu na myśli patologicznych rodzin, w których jest przemoc i alkohol. Chodzi mi o pozornie normal…

O odpuszczaniu

Chcę podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami dotyczącymi odpuszczania sobie różnych rzeczy. Temat ten chodzi mi już po głowie od jakiegoś czasu i planowałam go na dziś. Wyszło jednak tak, że jest prawie 22 i dopiero teraz mam czas usiąść do komputera. W ramach ćwiczeń w odpuszczaniu oznajmiam, że posta dzisiaj nie będzie. Wybaczcie. W ramach wynagrodzenia zostawiam Wam filmik o zwierzaku, który mi się marzy. Chomik obronny ;D


oraz Chomik Bojowy ;D Jego spojrzenie jest cudowne!



Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej: polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,podglądaj na  Instagramiedowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Miesiąc w zdjęciach # 7

W tym miesiącu robiłam wyjątkowo mało zdjęć. Psujące się dosłownie wszystko jakoś nie nastroiło mnie pozytywnie do wynalazków techniki, postanowiłam więc zostawić je samym sobie. Miesiąc zaczął się urlopem Chomickiego, względną pogodą i kilkoma wypadami tu i ówdzie. 

Zanim jeszcze pogoda się popsuła, a w naszym odcinku Bałtyku znalazła się bakteria e coli, udało mi się wykąpać. Tradycyjnie już jeździmy nad morze około 19-stej kiedy nie ma tłumu, słońce jeszcze nie zaszło, a woda jest fajnie nagrzana. W tm roku była.... znośna. 3 czy 4 dni słońca nie nagrzeją jej za bardzo.

Załapaliśmy się za to na kilka malowniczych zachodów słońca.

Na kilka długich spacerów.

Po których zdecydowanie musiałam odpocząć. Jednym z najlepszych momentów tego miesiąca był nasz wyjazd do Łeby. 


Jako dziecko je uwielbiałam. Teraz nadal ogromnie mnie śmieszą. Suseł w wersji baryłka :)

W związku z Chomicznym urlopem było dużo jedzenia.

Najlepsze burgery na świecie. Prawie dorównały tym z małej wiochy pod Szczecinkiem, k…