Kiedy brakuje pomysłów



Każdy bloger prędzej czy później dochodzi do takiego punktu, kiedy nie ma pomysłu na nowy post. Siada przed edytorem, kładzie dłonie na klawiaturze i... klops. Pustka w głowie. Chciałoby się powiedzieć: a termin gonią. Jakby nie było to każdy podchodzący do bloga poważnie, stara się aby posty pojawiały się regularnie. Przyjmuje założenie ile postów tygodniowo będzie publikować i w jakie dni będą się one pojawiały. Totalny brak weny staje się w takiej sytuacji bardzo problematyczny. Podziwiam ogromnie osoby, które posiadają taką wewnętrzną dyscyplinę, dzięki której potrafią pisać z marszu, bez potrzebnej innym weny. Ja tak nie potrafię. Bez niej nie napiszę kilku sensownych zdań.
Niektórzy piszą na zapas, tak aby w sytuacji kryzysowej mieć kilka gotowych postów. Super rozwiązanie, człowiek się nie spina i nie stresuje, że obożedzisiajśrodaajaniewiemconapisać! Zdarza mi się to niestety bardzo często. Brak weny łączy się u mnie ze zmęczeniem fizycznym, a to jest u mnie ostatnio stan permanentny. Niektóre tematy dojrzewają jakiś czas, zanim znajdę odpowiednie słowa. Bywa, że zaczynam pisać i słowa płyną same, aż nagle trafiają na tamę. I na tym koniec. Dalej nie ruszę, a przynajmniej nie tego samego dnia. Bywa też odwrotnie, siadam i z rozpędu piszę kilka postów na raz. Nawet jeśli nie są idealnie dopracowane, to mam bardzo konkretny szkic.
Sytuacja idealna dla mnie to 4 posty w zapasie. Ani razu jednak nie udało mi się dojść do takiego stanu :) 3 to był rekord. Niemniej ciągle dążę do ideału ;D
W sytuacji kiedy pisanie nam nie idzie, nie ma się co spinać na siłę. Bez sensu jest wysilanie się i próba stworzenia czegoś z niczego. Najlepiej jest po prostu odpuścić, chociaż na jakiś czas. Chociaż odpuszczanie to coś, co przychodzi nam z największą trudnością. Bierzemy na siebie za dużo i starając się ogarnąć to wszystko, gubimy się po drodze. 
Czasami w sytuacji braku weny pomaga mi surfowanie po internecie. Bywa, że trafię na coś ciekawego co przekieruje mnie dalej, stamtąd trafię w jeszcze inne miejsce i w efekcie napiszę coś sensownego. Szukanie inspiracji u innych to nic złego, podobnie jak poruszanie podobnych czy nawet tych samych tematów. Nie ważne jest to, że piszesz o tym, o czym niedawno ktoś pisał. Ważne, że piszesz i przedstawiasz swój punkt widzenia. Często zdarza się, że wiele osób porusza ten sam temat w tym samym czasie. Ile wpisów powstało o ekranizacji ''50 twarzy Greya'' czy z okazji Dnia dziecka?. Takie ogólnospołeczne tematy są łatwe do pociągnięcia, ale mnie osobiście drażnią i staram się ich nie poruszać. A jeśli już się skuszę to chociaż nie wtedy, kiedy wszyscy o tym piszą.
Staram się słuchać ludzi, obserwować ich w każdej możliwej sytuacji. Nie jestem osobą łatwą w kontakcie i w rozmowie, więc czerpanie inspiracji z rozmów nie jest moją mocną stroną ;) Niemniej staram się. 
Świetnym pomysłem jest zapisywanie rodzących się pomysłów, żeby nie umknęły. Mam taki magiczny zeszycik z bazgrołami i milionem karteczek samoprzylepnych w środku. Czasami z kilku zdań może powstać cały post, bywa że tekst dojrzewa w notesiku jakiś czas albo, że nigdy go nie opuszcza bo stwierdzam, że mi się nie podoba. Niemniej ogromnie mi on ułatwił pisanie.
Najgorszą zbrodnią przy prowadzaniu bloga jest wg mnie nie pisanie, kiedy pomysłów w głowie multum, a zdania układają się same. Takie momenty trzeba wykorzystywać i nie ma co patrzeć na godzinę (co to jest 1 w nocy!?!) czy na to, że jest coś innego, ważniejszego do zrobienia. Jeśli się już weszło na tą pożądaną przez każdego falę, nie można z niej zejść. Raz mi się to zdarzyło. Około 23-ej Chomicki zwrócił mi uwagę, że chyba pora spać bo następnego dnia do pracy nie wstanę, a ja akurat płynęłam sobie na fali i było mi bardzo przyjemnie. Uznałam (o ja głupia!!!), że ma rację i położyłam się spać. Nie dość, że nie mogłam zasnąć bo obijające się po głowie pomysły doprowadzały mnie do szału, to straciłam naprawdę dobry moment, w którym mogłam coś stworzyć. Chociażby ten idealny zapas 4 postów. Do dzisiaj pluję sobie w brodę, że wtedy odpuściłam. Dlatego teraz nie odpuszczam bez względu na to, że teraz już i natychmiast muszę wychodzić albo przez to, że laptop parzy mnie w kolana i zaraz się wyłączy z przegrzania bo temperatura go dobija. Mnie chwilowo też więc zmykam w plener jakiś wodnisty ;) 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty