Przejdź do głównej zawartości

Życie z pasją



Każdy z nas świadomie lub podświadomie myśli, że chciałby mieć w życiu jakąś pasję. Po włączeniu telewizora widzimy Makłowicza czy Cejrowskiego i pierwsza myśl to ''jakie on ma ciekawe życie!''. Tyle przeżył, zobaczył, spróbował. Tyle wie i potrafi! Gdzieś tak w głowie pojawia się światełko ''ja też tak chcę!''. Zobaczyć kawał świata, jeść dziwne potrawy, poznawać nowych ludzi. Nawet niekoniecznie gotować bo nie każdy ma chęć i talent ku temu, ale podróżować i żyć z PASJĄ. Może nawet rzucimy okiem na ofertę biura podróży i postanowimy oszczędzać na pierwszą z naszych pasjonujących podróży.
Po kilku dniach okazuje się, że trzeba kupić buty na lato,  a w samochodzie coś dziwnie stuka. I te parę groszy, które udało nam się zachomikować znika jak sen jakiś złoty. Mamy żal do świata, że sprzysiągł się przeciwko nam i nie pozwala realizować nam swojej pasji. Kątem oka oglądamy wiadomości, gdzie grzmią o zamachach w Tunezji i bankructwie Grecji i stwierdzamy, że akurat tam chcieliśmy jechać, a tu klops. No ok, jak nie Grecja i Tunezja to może bardziej klasycznie Francja lub uderzenie w egzotykę Malezja? Ale zaraz zaraz, tam jakieś dziwne rzeczy jedzą i z ludźmi nie idzie się dogadać w cywilizowanym języku. Eeee tam to nie.... Po głębszym zastanowieniu stwierdzamy, że w sumie to nigdzie nam się nie spodoba i nic nas aż tak nie ciekawi, żeby rezygnować z wypadu do Pizzy Hutt czy KFC i uznajemy, że podróże nie są naszą pasją.
Następnego dnia wieczorem włączamy telewizor, leci You Can Dance. O! To jest to, skoro nie podróże to może taniec! Tak! To na pewno TO! Z drżeniem w sercu oglądamy odcinek, myśląc ''Niedługo będę tak tańczyć''. Przy dobrych wiatrach może dobrniemy do 2 lekcji tańca, ale raczej rozbijemy się o ich cenę lub pierwsze zakwasy.
Nowa ramówka, kolejna edycja Voice of Poland, nabór na castingi i olśnienie. No przecież! W podstawówce na muzyce mówili, że ładnie śpiewam, przecież z wiekiem mi nie przeszło! Ćwiczymy swoje umiejętności wokalne pod prysznicem, aż sąsiad z góry nasyła na nas Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami z obawy, że dręczymy jakiegoś kota. Po lekko upokarzającym wytłumaczeniu ''Ale ja tylko sobie śpiewam...'' odechciewa nam się kariery wokalnej.
Z pasją jest tak, że albo  ma się ją w sobie, albo nie. Kropka. Nie można jej wyćwiczyć, czy odkryć przez oglądanie programów rozrywkowych. Jasne, są ludzie, którzy nagle w którymś momencie życia odkrywają w sobie pasję do rzeźbienia w serze czy malowania smutnych, chińskich laleczek. Zazwyczaj dzieje się to przez jakieś zdarzenie w ich życiu. Trafią na coś i nagle stwierdzają, że to jest TO. Nie mogą spać, myśleć o czymś innym, siedzi im to w głowie 24/7. Poświęcają na to każdą  wolną chwilę (a czasem też te, przeznaczone na co innego), angażują się na sto procent. Z pasją jest trochę jak z zakochaniem, jak trafi się na tą właściwą to koniec. Totalne oszołomienie, które z czasem się uspokaja i przechodzi w spokojniejszą wersję, z którą można żyć i godzić ją z innymi rzeczami. Bo początkowo pasja przysłania nam świat. Dopiero kiedy się nią nasycimy, zaczynamy zauważać świat dookoła.
Tym się różni pasja od hobby - nią się żyje, a hobby się ma. Hobby można odłożyć na półkę, nie zajmuje ono naszych myśli i nie angażuje wszystkich sił i (niestety bardzo często) środków.
Nie mylny też pasji z tym, co po prostu lubi się robić. Wiecie, ja lubię jeść KFC ale nie jest to coś, co nie pozwala mi spać po nocach. No dobra... czasem nie pozwala, ale nie dlatego,. że tak usilnie o tym myślę :p
Ja pasji nie mam, nie mam nawet hobby. Czytanie uznaję za potrzebę organiczną, ewentualnie nałóg, ale nie jest to absolutnie pasja. Lubię robić zdjęcia, ale nie jest to coś, przez co zrywam się bladym świtem. Podróże mnie kręcą, ale mogę bez nich żyć. Nie jest mi z tym źle i nie szukam sobie pasji na siłę. Jest mi dobrze tak jak jest. Poza tym mam w domu Człowieka Z Pasją - Chomickiego. To pasja każe mu przygarniać wszystkie gitary  pokaleczone przez życie i nieumiejętnych użytkowników. Przez pasję kładzie się spać o 3 w nocy bo przyszedł mu do głowy taki kawałek...
Życie z takim pasjonatem nie jest łatwe i z czasem stwierdziłam, że może i lepiej, że ja tej pasji nie mam. W domu byłby syf, a na obiad jedlibyśmy pizze z Lidla, po które chodzilibyśmy w brudnych łachmanach. 
Jak jest z Wami? Jakaś pasja? Hobby? Coś co lubicie robić?

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…