Przejdź do głównej zawartości

Suseł Gotuje - Fuzja wieprza z kurczakiem



Zaskakuje mnie to, że innych zaskakuje fakt, że codziennie gotuję obiady. Dla mnie jest to naturalne i nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Kiedy słucham ludzi dookoła, za zdziwieniem odkrywam, że to jednak nie jest takie oczywiste ;) Standardem są zupy gotowane na kilka dni albo zupki chińskie. W porywach kanapki albo coś mega prostego jak smażona kiełbasa. 
Nie twierdzę, że zawsze mi się chce gotować. Jakkolwiek bym swojej pracy nie lubiła, to zazwyczaj wracam do domu zmęczona i marzę tylko o tym, żeby poleżeć z kopytkami w górze. Jakby nie było, uparcie codziennie tworzę coś co można nazwać obiadem. Mam swoje standardowe dania i o jednym dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć.
Danie (jaka szumna nazwa!) jest proste ale czasochłonne. Robię je najczęściej w weekendy, kiedy mam więcej czasu. Idealna do zrobienia go jest głęboka patelnia, w której wszystko się pomieści.


Porcja na dwie osoby. Czas wykonania: około godziny.

Składniki:
  • pół piersi z kurczaka,
  • 10 plastrów cieniutko pokrojonego boczku,
  • 2 czerwone papryki,
  • 1 zielona papryka,
  • 3 średnie pomidory,
  • cebula,
  • 2-3 ząbki czosnku,
  • makaron wstążki,sypany na oko czyli zawsze za dużo.

Wstawiamy wodę na makaron  z nadzieję, że zanim tenże się ugotuje uwiniemy się z całą resztą. Porzucamy ją już przy krojeniu kurczaka na małe kawałki. Skąd w nim tyle żyłek i tłuszczu?!? No nic, jedziemy dalej. Pokrojonego kurczaka zasypujemy dowolnie wybraną przyprawą, w moim przypadku jest to przyprawa do gyrosa z Prymatu. Poza solą i pieprzem jest to jedyna przyprawa jakiej używam. 
Obsypanego kurczaka odstawiamy na chwilę i skupiamy swoją uwagę na cebuli. Obieramy ją, kroimy w drobną kostkę (tutaj idealnie przydaje się rozdrabniacz z Tupperware, o którym pisałam jakiś czas temu) i wrzucamy do miski. Do cebuli dorzucamy drobniutko pokrojony czosnek. 
Solimy gotującą się wodę i wrzucamy do niej makaron. Pamiętajcie, że najlepiej jest posolić wrzącą wodę. Sól powoduje obniżenie jej temperatury i jeśli wsypiemy ją wcześniej, woda będzie się gotowała dłużej.
W tym momencie możemy wrzucić na rozgrzaną i lekko skropioną olejem patelnię boczek. Możecie zostawić plastry w całości, albo podzielić je na pół, ja tak robię dla wygody. Smażymy go na małym ogniu, więc zejdzie nam na tym jakiś czas. Efektem końcowym mają być takie jakby chipsy. Kiedy boczek się smaży myjemy i kroimy paprykę - na drobną kostkę. Niekoniecznie tak drobną jak cebulę, ale raczej niezbyt dużą. Mniej więcej w czasie kiedy będziemy kroić ostatni kawałek papryki, nasz boczek będzie gotowy do dalszego etapu, którym jest dorzucenie do niego cebuli i czosnku. Kiedy cebula już się zeszkli, dorzucamy pokrojonego wcześniej kurczaka, odrobinę zwiększamy gaz i skupiamy się na pomidorach tym razem. Trzeba je obrać bo nie ma nic bardziej nieprzyjemnego niż kawałek skórki, który podrażni nam żołądek, powodując potrzebę pozbycia się jego zawartości. Nie po to robimy tak pyszny obiad, żeby go zmarnować. 
Obierając i krojąc pomidora zerkamy na zawartość naszej patelni, czasem mieszamy, żeby nic się nie przypaliło. Kiedy kurczak już się podsmaży dorzucamy paprykę i przykrywamy całość, żeby się poddusiła. Pomidora kroimy w średnią kostkę bo i tak rozpadnie się pod wpływem temperatury. Dorzucamy go i dalej dusimy wszystko na średnim gazie. 
Gdzieś w międzyczasie ugotuje się makaron, który odcedzamy. Ja gotuję makaron dosyć długo, nie lubię kiedy jest zbyt twardy ale też nie przepadam za rozgotowaną papką. Zazwyczaj udaje mi się trafić gdzieś pomiędzy te dwa stadia i nadaje się on do jedzenia.
Zaglądamy pod przykrywkę i jeśli okaże się, że pomidory już się rozpadły, a papryka zmiękła, możemy dodać soli - wg uznania. Nie jestem zwolennikiem unikania soli w jedzeniu. Używam jej dużo, zdecydowanie za dużo, więc jeśli wolicie mniej słone dania, darujcie sobie ten krok. 
Kiedy już posolimy nasze danie, wystarczy odczekać minutę lub dwie i wrzucić na patelnię makaron. Zmniejszamy radykalnie gaz i gotujemy wszystko razem przez około 4-5 minut.
Gotowe.
Podejrzewam, że to danie byłoby całkiem zdrowe jeśli pominąć boczek. Ja jednak nie potrafię się oprzeć tym chrupiącym plasterkom :) 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…