Pracoholizm - wybór czy konieczność?



Jest taka fajna anegdota o pewnym Angliku, który przez kilka dni wychodził z pracy już o 16. Wszyscy jego współpracownicy zaskoczeni jego postępowaniem zastanawiali się o co chodzi, aż jedna osoba spytała rzeczonego. Ten z uśmiechem odparł ''Ale moi drodzy, przecież ja jestem na urlopie''.
Niestety tak teraz wygląda rzeczywistość. Czasy kiedy pracowało się od 7 do 15, od poniedziałku do piątku już dawno minęły. No ok, urzędnicy tak pracują ale to bardzo specyficzna grupa i nie biorę ich pod uwagę. Teraz aby stać nas było na życie musimy pracować dużo więcej niż nasi rodzice lata temu. Chcąc mieć coś więcej trzeba też więcej pracować. Grupa osób zarabiająca średnią krajową czy też powyżej tejże, to naprawdę kropla w morzu osób utrzymujących się z najniższej krajowej. To są już specyficzne przypadki pracy w specyficznych branżach i na specyficznych stanowiskach.
Normą jest teraz to, że pracują obie strony związku.. Sytuacje kiedy kobieta zostaje w domu, żeby wychowywać dzieci czy też po prostu się tym domem zajmować, są bardzo rzadkie. Nie da się  utrzymać 2 dorosłych osób +/- dziecko i  z kredytem mieszkaniowym/wynajmujących mieszkanie z pensji wynoszącej nawet 3 tysiące na rękę. Jeśli mieszkanie już jest i nie trzeba go opłacać to może, ale podkreślam to może, dadzą jakoś radę. Nie wspominam tu o koszmarze mieszkania z rodzicami jednej ze stron.
Bez względu na to ile czasu to pochłania, każdy cieszy się teraz z możliwości dorobienia paru groszy. Czy to za nadgodziny, czy jakąś  fuszką. Gdzieś tam w głowie kołacze się myśl, że fajnie byłoby odpocząć albo spędzić czas z bliskimi czy zajmując się tym, co sprawia przyjemność. Praca nagle stała się priorytetem. 
Zastanawia mnie to na ile jest to wybór, a na ile konieczność. Czy naprawdę musimy spędzać w pracy 60% swojego czasu? Czy naprawdę potrzebujemy tyle pieniędzy? Nie można mieć mniej, o czym pisałam jakiś czas temu, ale być bardziej?
Są ludzie, którzy w pogoni za pieniędzmi zrobią wszystko. Poświecą cały swój czas i zaangażowanie. Znam taką właśnie osobę. Kiedyś była.... nie wiem czy normalna to dobre słowo, ale pasuje mi do kontekstu. Normalna w tym znaczeniu, że wyrabiała etat i czasem jakieś korepetycje. W pewnym momencie dziewczynie odbiło i praca stała się całym jej światem. Nie dość, że wyrabiała w tygodniu ze dwa etaty to jeszcze w międzyczas upychała mnóstwo korepetycji i innych zajęć. Smutne w tym było to, że życie jakie miała poza tym, w wyniku jej zaangażowania w pracę, było puste. Wszystko dla pieniędzy.
Znam osoby, które mają możliwość dorabiania ale z nich nie korzystają, bo nie chcą, żeby praca wypełniła im całe dni. Zarabiają tyle, że bez większych problemów się utrzymują, chociaż większe wydatki są planowane z wyprzedzeniem.
Sama jestem gdzieś pomiędzy. To chyba nadal efekt wcześniejszego braku pracy, ale korzystam z każdej nadarzającej się okazji. Potrzeb wszelakich mam multum. Zachcianek również. O planach nie zapominajmy. Nie da się ukryć, że do realizacji 90% z nich potrzeba pieniędzy. Nie wiem czy nadejdzie moment, w którym stwierdzę, że dosyć - pora zwolnić. Zapewne prędzej moje obolałe ostatnio nogi, odmówią posłuszeństwa niż ja się zniechęcę ;P
Mój pseudo pracoholizm wynika stąd, że potrzebuję środków na realizację wcześniej wspomnianych planów i zaspokojenia potrzeb wynikających z przerwy w pracy oraz działalności wewnętrznego żyda. Zależy mi na tym na tyle, że jestem w stanie poświęcić swój czas. Absolutnie nie kręci mnie praca 24/7. Lubię to, co robię ale nie potrzebuję tego do szczęścia. Chcę więcej więc robię więcej i nie narzekam, że nie mogę tego zrobić.
Chomicki jest natomiast w tej nieszczęsnej grupie, w której praca wymaga intensywnego zaangażowania i poświęcania czasu. Nawet na urlopie potrafi utknąć przed laptopem na pół dnia i złorzeczyć pod nosem na głupich chińczyków ;) Koleżanka spytała mnie dzisiaj czy my się w ogóle widujemy.  Owszem, nawet dosyć często ;)
W przeciwieństwie do mnie oraz Chomickiego i wielu innych osób, pracoholik pełną gębą po prostu MUSI pracować. Sensem jego życia jest praca. Pieniądze stanowią dodatkową korzyść, ale nie o to mu chodzi. Tacy ludzie mnie przerażają, poważnie.
 W jakiej grupie znajdujesz się Ty?

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty