Lenistwo poznawcze i stres pierwszego dnia

Nie oceniaj książki po okładce. Ile razy w swoim życiu słyszeliśmy to zdanie? Ja nie jestem w stanie tego policzyć.
Wszyscy mamy wrodzoną skłonność do oceny kogoś/czegoś po pierwszym spojrzeniu. Jakby to co zobaczymy w kilku pierwszych sekundach  było najbardziej reprezentatywne. Nie jest, a przynajmniej rzadko. Podobno zjawisko to ma nazwę: lenistwo poznawcze.
Przyznaję bez bicia, że akurat książki oceniam po okładce. W czasach kiedy absolutnie wszystko ma znaczenie marketingowe, okładka jest często kluczem do swojej zawartości.  Nie tym się jednak sugeruję. Nie lubię starych książek, poza tymi, które mam na swoich półkach. Dziwne, wiem ;)
Ale ja ogólnie dziwna jestem. I absolutnie inna, niż wydaje się to na pierwszy i często drugi rzut oka. Większość osób, które mnie poznały stwierdziły, że na początku sprawiłam na nich zupełnie inne wrażenie. Ewidentnie zyskuję po lepszym poznaniu.
Tuż po przyjęciu mnie do pracy mój szef robił casting na jeszcze jednego nowego pracownika. Przez firmę przewinęło się kilka dziewczyn, każda spędziła z nami dzień. Fascynujące było obserwować jak się zachowywały. Każdej stres objawiał się inaczej, niektóre dawały się polubić od razu, inne odstraszały dosłownie od pierwszej sekundy po pierwszym kontakcie. Szczególnie jedna była dziwna (czułam się jak bohaterka odcinka ''Archiwum X'') wchodziła między regały i znikała między nimi na wieczność, non stop gadała coś pod nosem, nawet podniosła rękę na spodnie, tak jakby chciała je uderzyć (nie wiem czym jej zawiniły).
Mój pierwszy dzień tam był dla mnie okropnie stresujący do momentu jak poznałam ''załogę''. W nocy nie mogłam spać, przespałam max 3 godziny więc rano byłam nieprzytomna. Z nerwów bolał brzuch, z niewyspania głowa - forma olimpijska jak nic. Po kilkunastu minutach pracy trochę się rozluźniłam, ale byłam okropnie milcząca. Dziewczyny musiały ciągnąć mnie za język, żebym cokolwiek powiedziała ;)
Próbuję przypomnieć sobie pierwszy dzień na stażu... Nie pamiętam nic poza tym, że byłam zachwycona tym, co miałam robić. Chomicki mówi, że byłam okropna. Wierzę mu na słowo ;)
W pierwszej prawdziwej pracy byłam również mega zestresowana. Atmosfera tam panująca nie pomagała. Co zabawne, wtedy jeszcze było znośnie, później zrobił się terror i mobing pełną gębą. Pamiętam to uczucie, które miałam przez jakieś dwa tygodnie, że chyba jestem tam za karę. Później mi to minęło, na krótko niestety ;D
Teoretycznie powinno nam zależeć, aby sprawiać jak najlepsze pierwsze wrażenie. Jednak dla mnie silenie się na coś i udawanie kogoś, kim nie do końca się jest, to głupota. Prawda o tym jaką się jest osobą i tak wyjdzie na jaw, wcześniej czy później. Oczywiście nie chodzi mi o zaprezentowanie na dzień dobry wszystkich swoich wad i zalet, ale o zachowanie naturalne, takie jak w innych okolicznościach, bez sztucznego ograniczania się ''tego nie powinnam mówić, bo źle to wypadnie''.

Jakie jest Wasze zdanie o pierwszym wrażeniu? Może pokonacie wewnętrznego leniwca i skrobniecie jakiś komentarzyk? ;) 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty