Przejdź do głównej zawartości

Suseł Testuje - Woda brzozowa



Jakoś na początku tego roku moje włosy zastrajkowały i zaczęły wypadać na potęgę. Podobno powinno nam wypadać około 100 włosów dziennie, zdaje się, że ja wyrabiałam tygodniową normę w dwa dni. O przetłuszczaniu się nawet nie wspominam bo z tym zawsze był problem. Moja koleżanka wspomniała o wodzie brzozowej, która pomogła jej poradzić sobie z tym problemem.
Postanowiłam zgłębić temat, zrobiłam mały risercz w internecie i postanowiłam toto kupić. Tu pojawił się problem, nie było jej nigdzie. Poza tym trochę głupio czułam się pytając w sklepach o wodę brzozową, od razu przypominała mi się scena z ''Misia'' ;). W końcu udało mi się ją dostać. Za 125 ml zapłaciłam niecałe 7 zł, cena więc jest całkiem przyjemna.
Zastanawiałam się na początku jak jej używać, czy zorganizować jakieś psikadło i rozpylać na skórę głowy czy pójść trudniejszą drogą i lać prosto z butelki, rozdzielając włosy i wmasowując ją w skórę kawałek po kawałku. Jako, że nie lubię sobie ułatwiać, wybrałam opcję drugą.
Pierwsze kilka razy zajęło mi sporo czasu. Później opanowałam rozdzielanie włosów i szybkie wmasowywanie i teraz zajmuje mi to około 8 minut, a w to wliczam masaż skóry głowy przez około 2 minuty już po nałożeniu wody brzozowej na całość.
Podobno wcierki należy stosować codziennie, żeby dały efekt. Ja jestem zbyt leniwa i wcierałam wodę brzozową co drugi dzień, dokładnie tak często jak myję włosy. Po kilku próbach postanowiłam wcierać ją w świeżo umyty skalp. Przyznaję bez bicia, że kilka razy pominęłam bo mi się zwyczajnie nie chciało.
Efekty?
Po 2 miesiącach wypadanie włosów znacznie zmalało. Teraz spokojnie mieszczę się w ustawowej stówce dziennie. Włosy wydają mi się mocniejsze i z pewnością bardziej lśniące po umyciu. Wcieranie wody brzozowej tuż po myciu sprawia, że włosy są ociupinkę dłużej świeże, ale wiecie, dla mnie nawet kilka godzin robi różnicę. Wydaje mi się też, że są leciutko bardziej uniesione niż zwykle, ale to raczej ze względu na masaż skóry głowy.
Wydajność produktu jest bardzo dobra, myślę że wystarczy mi spokojnie na kolejne kilka użyć. Jedna buteleczka starczy mi więc na około 3 miesięcy. 
Jestem bardzo zadowolona i planuję zużyć jeszcze jedną buteleczkę, tak żeby utrwalić efekt. Gdybym jeszcze znalazła patent na łamiące się i rozdwajające paznokcie.... ;) Może jakiś macie?


Edit 2.06.2015. Postanowiłam sprawdzić co będzie, kiedy odstawię wodę brzozową na dłużej. Po 3 tygodniach włosy zaczęły wypadać tak, jak zanim zaczęłam ją stosować. Wychodzi na to, że aby utrzymać efekt, trzeba ją stosować cały czas. Nie wiem czy na dłuższą metę mi to odpowiada. Póki co kupiłam kolejne opakowanie ale będę szukać czegoś o długofalowym działaniu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…