Organizacja czasu na nowo


Pracując po 8 godzin dziennie, miałam wyrobiony pewien system. Wszystko było zorganizowane, może nie zawsze w domu było wysprzątane na błysk, suszarka z praniem stała cały tydzień - robienie i wieszanie prania to nie problem, ściąganie go jakoś mi nie idzie, ale za to codziennie gotowałam obiady. Nie powiem, że mi się chciało, czasem robiłam to z miną męczennika nabijanego na pal, ale oboje z Chomickim nie jemy zup (które z reguły wszyscy gotują jako posiłek na kilka dni), a ja poza tym nie znoszę odgrzewanych potraw, więc gotuję na bieżąco. Nie wszystko było idealnie ale wszystko było poukładane.
Kiedy przestałam pracować całą tą organizację trafił szlag. Nagle miałam tyyyyyyle czasu i początkowo brak pomysłów co z nim zrobić. Z czasem zorganizowałam się od nowa, dopasowałam swój rytm dnia i wszystkie obowiązki do zupełnie innego tryby życia, niż wcześniej. Miałam też masę czasu dla siebie, w końcu mogłam się naprawdę solidnie wyspać - pierwszy raz od 6 lat.
Nawet nie wiecie jak bardzo żałuję, że wyspać się nie można na zapas. Przydałoby mi się to teraz. Pojawiła się praca, w trochę innym wymiarze godzin i nieco bardziej męcząca fizycznie niż poprzednie. Niemniej bardziej satysfakcjonująca.
O dziwno mam problem z ponownym przestawieniem się na poranne wstawanie. Czasu po pracy jest jakoś dziwnie mało, rzeczy do zrobienie multum, a przecież muszę sobie poczytać i pooglądać to i owo, no bo jak to tak?
Czytam więc w naprawdę dziwnych okolicznościach przyrody. Najprzyjemniej jest tuż przed pracą, Chomicki mnie odstawia trochę wcześniej, mam zazwyczaj jakieś 10 minut zanim przyjedzie reszta ekipy. Siadam sobie przed budynkiem, otwieram książeczkę i czytam z pianiem kogutów i ćwierkaniem ptaszków w tle. Normalnie łono przyrody ;D
Z oglądaniem czegokolwiek to totalna porażka. Zasypiam już około 22, a wtedy zazwyczaj włączamy sobie ''dobranockę''  czyli ''Z archiwum X'' ;P Od ponad tygodnia nie obejrzałam nawet jednego odcinka, a co dopiero powiedzieć o jakimkolwiek filmie.
Czas na bloga jest teraz też wykrajany tu i ówdzie, wybaczcie jeśli odbije się to na częstotliwości publikowania postów, a  zresztą już się odbija. Póki co wszystkie czynności wciskam w ''międzyczas'', czyli gotując obiad wstawiam pranie, albo czekając na wrzątek do zalania porannej herbaty prasuję sobie jakiś ciuch na grzbiet. Marzyło mi się wprowadzenie Capsule Wardrobe, ale na razie panuje u mnie garderobiana partyzantka.
Dzisiaj zmotywowałam się do posprzątania w domu, z małym wkładem Chomickiego. Nagle okazało się, że jest po 20-stej, a ja jeszcze chciałam coś dla Was napisać, sprawdzić pocztę, odwiedzić My Sunny Resort, najchętniej poczytać, zrobić pranie, zszyć spodnie itd., itp.
Próbuję się ogarnąć i mam wrażenie, że póki co poległam na tym polu ;) Drażni mnie bałagan w domu, obiady robione na szybko, niedoczytane książki i niedooglądane filmy.  Bezrobocie mnie rozpieściło pod tym względem ;)

Komentarze

Popularne posty