Na później




Już jakiś czas temu zauważyłam jak wiele rzeczy odkładamy na później, na inną (w domyśle lepszą) okazję. A co, jeśli ta lepsza okazja nie nadejdzie? W życiu różnie bywa, dzisiaj oglądamy chmurki na niebie a jutro możemy wąchać kwiatki od dołu. Nie da się niczego przewidzieć więc i odkładanie na później nie ma większego sensu. Chodzi mi zarówno o odkładanie na przyszłość planów, jak i korzystanie z rzeczy, do tej pory odkładanych ''na specjalne okazje''.
W moim otoczeniu osobą, która króluje w odkładaniu czegoś na później jest moja babcia. Jej szafa pęka w szwach od rzeczy odłożonych na później. Jest tam pełno ubrań, pościeli i innych bliżej nie sprecyzowanych przedmiotów. Lata temu dostała na jakąś okazję bardzo ładny szlafrok (na poprzedni narzekała, wiec zakup był celowy), w pasującym do niej kolorze, cieplejszy od poprzedniego, wręcz idealny. I co? Babcia oddała szlafrok kotu. Miękki jest i puchaty więc Pan Kocur go uwielbia. Szlafrok został zdegradowany do roli przykrycia lub ewentualnie miękkiego poddupnika.
Eleganckie serwisy wyciąganie ''od święta'' czy sukienki zakładane tylko na specjalne okazje ma każdy z nas. Pomyślcie teraz jak często użyliście tego serwisu czy założyliście sukienkę? Jaki sens ma posiadanie czegoś, co przez 95% czasu tylko kurzy się w szafie? Już nawet z ekonomicznego punktu widzenia nie ma to sensu.
O ile przyjemniej jest jeść na co dzień z ładnych talerzy i pić kawę z filiżanki/kubka/wiadra (jak kto woli) niż z poobtłukiwanych talerzy, które za komplet może uznać tylko wyjątkowo eklektyczny kolekcjoner. O ile przyjemniej jest spać w fajnej piżamie, niż w znoszonym podkoszulku i spodenkach nie wiadomo skąd.
Dlaczego sobie tego odmawiamy? Skąd ten kult ''na później''? Co takiego będzie później?
Odkładanie rzeczy na później może skończyć się tym, że w naszą elegancką sukienkę się nie zmieścimy a talerze wytłuką się przy okazji przeprowadzki. I tyle.
Najmniejszego sensu nie ma odkładanie rzeczy na później, odmawianie sobie przyjemności zamiast korzystania z nich tu i teraz. Przecież tak naprawdę nie przeszłość czy przyszłość są najważniejsze tylko teraźniejszość. Z niej mamy najwięcej przyjemności.
Podobnie jest z realizacją planów, które odkładamy na przyszłość. Wyjazdy do miejsc, o których marzymy, nauka tańca czy nawet pójście do restauracji - bo przecież nie ma na to pieniędzy.
Jasne jak słońce jest to, że bez pieniędzy wielu rzeczy nie da się zrobić. Niemniej pieniądze mają to do siebie, że da się je znaleźć. Wystarczy dobrze poszukać, już samo racjonalne gospodarowanie pieniędzmi może nam zapewnić sporą kwotę na realizację planów. Odkładanie ich na później może się skończyć tak, że nie będziemy fizycznie w stanie czegoś zrobić (bo np. zdrowie nam nie pozwoli), a miejsce które chcieliśmy zobaczyć zniknie z powierzchni ziemi. W zeszłym roku pojechaliśmy z Chomickim do Bornego Sulinowa, napaleni na odkrywanie porzuconego miasta. Znaleźliśmy kilka szkieletów budynków i dwa bloki w których nie było kompletnie nic ciekawego. Gdybyśmy pojechali tam chociaż 3 lata wcześniej udałoby nam się zobaczyć o wiele więcej.
Wiele rzeczy jesteśmy tak naprawdę w stanie zrobić bez wielkiego wkładu pieniężnego. Chcesz zacząć czytać, a nie stać Cię na książki? Rozejrzy się, na pewno znajdziesz niedaleko bibliotekę. Chcesz robić zdjęcia, a masz tylko smartfona? Gratuluję - aparaty w smartfonach są teraz naprawdę dobre. Ruszaj w miasto i pstrykaj. Chcesz zacząć gotować jak w Master Chefie? Nie musisz iść na profesjonalny kurs za kilka tysiaków, telewizja i internet nauczą Cię wszystkiego. Chcesz mieć szafę pełną ubrań, w których dobrze się czujesz? W lumpach znajdziesz wszystko, czego szukasz. Mogłabym przytoczyć o wiele więcej przykładów, ale chodzi mi o ogólny sens, który już na pewno załapaliście.
Czasami odkładamy na później rzeczy, nie dlatego że nie mamy środków na ich realizację, ale dlatego, że boimy się spróbować. Podoba Ci się chłopak siedzący obok na wykładzie? Zagadasz do niego? Nie, nie dzisiaj bo masz nie taką fryzurę albo bluzka podkreśla fałdkę na brzuchu. Jutro ubierzesz się lepiej, ułożysz włosy i wtedy na pewno do niego podejdziesz. Tyle, że następnego dnia dochodzisz do wniosku, że masz krzywo opiłowane paznokcie albo nie ogoliłaś nóg i absolutnie nie możesz do niego zagadać. Jakby to miało znaczenie :) Chomicki wpadł mi w oko kiedy był po imprezie, z tłustymi włosami i w starym, wyciągniętym swetrze. A ja się zakochałam, tak zwyczajnie i na amen ;) Nie miało znaczenia to jak wyglądał. Nie potrafię sobie tego nawet przypomnieć! Szczegóły znam z jego opowieści. Widzicie, takie drobne szczegóły, które dla nas urastają do wagi światowego kryzysu, najczęściej nie mają żadnego znaczenia.
Odkładanie na później nie ma sensu. Nie ma lepszej okazji niż teraz. Żyjemy tu i teraz, nie jutro czy wczoraj.
Posłużę się oklepanym już przykładem: jako stara babcia/dziadek rozmyślasz o swoim życiu, z ilu rzeczy jesteś zadowolony, a ilu żałujesz? Ile planów odłożyłaś/eś na później, a teraz nie możesz ich już zrealizować?
Jest jeszcze gorzej kiedy odkładasz coś na później bo Ci się nie chce. Marzy Ci się wschód słońca nad morzem, ale to trzeba rano wstać, będzie zimno i w ogóle.... Nie jęcz, rusz dupę.

Komentarze

Popularne posty