Damska torebka i wychodzenie ze strefu komfortu




Zauważyłyście spojrzenia większości facetów na damskie torebki? ''Po cholerę ona to ze sobą targa?!?''. Nie mogą pojąć dlaczego wpadamy w taką histerię jeśli torebka zniknie nam z oczu. No jak czemu? Tam jest całe nasze życie. Podobno amerykańscy naukowcy odkryli, że dzięki zawartości damskiej torebki można przeżyć w dziczy pół roku :)

Mój przykład:
  • portfel (w którym jest więcej różnych kart rabatowych i świstków, niż pieniędzy, jak to się dzieje?),
  • telefon,
  • kalendarz,
  • krem do rąk,
  • chusteczki do nosa (dla alergika w ilościach hurtowych),
  • chusteczki nawilżane,
  • klucze,
  • podręczna apteczka,
  • różne babskie pierdoły,
  • puder matujący w kamieniu + pędzel, 
  • balsam do ust,
  • torba na zakupy,
  • guma do żucia/cukierki,
  • Kindel.
Opcjonalnie się pojawiające:
  • bank energii do Kindla,
  • ładowarka do telefonu (nie wiedzieć czemu mój tel. nie współpracuje z bankiem energii, a baterię ma na wykończeniu),
  • pilnik do paznokci,
  • parasol (dopust boży...).
U Was pewnie jest podobnie, albo i jeszcze bardziej obficie. Znam babeczkę, która w torebce obowiązkowo musi mieć młotek, kombinerki, gwoździe i kawałek drutu. W końcu nigdy nie wiadomo jak się dzień rozwinie :)
Gromadzimy w naszych torbach co się da, masę przydasiów bez których nie wyobrażamy sobie wyjścia z domu. Jeszcze pół biedy kiedy mamy kilka torebek i zmieniamy je w ciągu tygodnia, wymusza to jednak pewien porządek i ograniczenie. Mając jedną torebkę nie ma szans na opanowanie tego chaosu. Sama uparcie męczę jedną torebkę i to co czasem w niej znajduję bywa zaskakujące.
Czym większa torba, tym gorzej bo więcej się w niej zmieści. Widzę dookoła wiele kobiet i dziewczyn z takimi maluśkimi torebkami, w których ja nie zmieściłabym portfela (no dobra, mam wielki portfel ale marzył mi się taki od lat) i zastanawiam się jak one to robią? Toż to takie małe jest, że im się nawet ajfon nie zmieści!
Z troski o własny kręgosłup i chęci zmiany postanowiłam wyjść ze swojej torebkowej strefy komfortu i drastycznie ograniczyć jej zawartość. Okazuje się jednak, że to syzyfowa praca, a rzeczy wyrzucone wracają jak bumerangi. Jedyne czego realnie udało mi się pozbyć to kremu do rąk (czego czasem gorzko żałuję), chusteczek nawilżanych, ładowarki, banku energii i pilnika do paznokci. Te rzeczy teraz nie wychodzą ze mną z domu.
Zaczęłam się zastanawiać czy naprawdę muszę tak na siłę odchudzać zawartość torebki, skoro te same rzeczy ciągle do niej wracają, musi to mieć jakąś przyczynę. Uznałam w końcu, że dramatu nie ma i nie przedźwignę się nosząc to, co noszę. Jako, że zbliżam się do momentu zakupu nowej torebki (stara już przestaje wyglądać wyjściowo) planuję znaleźć taką, która będzie lekka sama w sobie. Problem w tym, że  kocham skórzane torebki. Mam na tym punkcie jakiegoś zajoba, podobnie zresztą z butami. Torebki ze skóry ekologicznej czy materiału zwyczajnie do mnie nie przemawiają, a poza tym są za mało wytrzymałe jak na moje wymagania. Pozostaje mi tylko skóra, która trochę waży i jedyne co mogę zmienić to gabaryt.
Moja torebkowa strefa komfortu pozostaje prawie nie zmieniona, jak jest u Was? Nosicie ze sobą wielkie torby ze ''wszystkim'' w środku, czy do szczęścia potrzebujecie tylko telefonu, kluczy i karty płatniczej?

Komentarze

Popularne posty