Przejdź do głównej zawartości

Suseł oszczędza

 

Oszczędzanie wpisuje się bardzo dobrze w ideę minimalizmu bo wyklucza w pewnym sensie tworzenie nadmiaru. W pewnym sensie dlatego, że oszczędzając możemy robić zapasy produktów, co do których mamy pewność, że je zużyjemy. Teoretycznie zapasy są nadmiarem, ale czy wpływają negatywnie na nasze podejście do minimalizmu? Niekoniecznie. Wielokrotnie korzystałam z różnych promocji i chomikowałam rzeczy, które później zużywałam. Ale stosowałam to tylko wtedy, kiedy miałam 100% pewność, że zużyję dany produkt.. Tak więc wszystko do czego nie mamy takiej pewności, nie powinno być kupowane z zapasem. Np. szampon w dwupaku, który może okazać się do niczego, ale miał okazyjną cenę, więc go kupiliśmy.


Teraz jest najwyraźniej moda na oszczędzanie. Media zasypują nam ofertami kont oszczędnościowych i lokat. Nie kojarzę, aż takiego natłoku tych informacji w przeszłości. Czy naprawdę potrzebni są spece od kreowania mody, abyśmy zaczęli oszczędzać?


Co w ogóle rozumiem przez pojęcie oszczędzania? Wydawanie pieniędzy w sposób zaplanowany i przemyślany oraz ich odkładanie. Posiadanie oszczędności daje nam ogromne poczucie bezpieczeństwa i pewność, że w razie konieczności będzie nas stać na większy wydatek albo po prostu na przeżycie. Dla mnie podstawą jest utworzenie bezpiecznego bufora czyli 3 - krotności, a najlepiej 6 -krotności wszystkich miesięcznych wydatków: czynszu, innych opłat, rat kredytów oraz kosztów jakie ponosimy na jedzenie, higienę, rozrywkę. Mając taki bufor mamy pewność, że w razie czego nie stracimy mieszkania i nie padniemy z głodu :)


Bardzo często słyszę opinię, że kogoś nie stać na oszczędzanie, albo że mając dzieci nie da się oszczędzać. No rzesz.... Da się, trzeba tylko chcieć. Faktem jest, że nie każdy potrafi oszczędzać bo wymaga to ogromnej samodyscypliny i zaparcia.


Oboje z Chomickim już na samym początku prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego wiedzieliśmy, że chcemy mieć taki bufor bezpieczeństwa. Bywało, że ratował on nam dupska w trudnych sytuacjach. Jednocześnie sama stwierdziłam, że emerytura z ZUS to fikcja literacka, której w życiu na oczy nie zobaczę i zaczęłam odkładać na polisie z opcją inwestycyjną. Bądźmy ze sobą szczerzy, szansa że ZUS nie padnie za życia mojego pokolenia, czyli osób w okolicy 30-stki jest naprawdę niewielka, Nawet jeśli nie padnie to pieniądze przeznaczone na nasze emerytury pójdą na utrzymanie rzeszy urzędników oraz wielkich biurowców, które sobie pobudowali.
Mam świadomość, że to co odkładam to mało i nie wystarczy to na utrzymanie mnie samej a tym bardziej naszej dwójki, niemniej robię coś, żeby pomóc sobie w przyszłości i Was gorąco do tego zachęcam.


Każdy z nas ma swoje patenty na oszczędzanie, podzielę się z Wami moimi chociaż sądzę, że nie są specjalnie odkrywcze :)

  • Wspomniana już wcześniej lista zakupów. Wchodzę do sklepu z listą, biorę tylko te produkty, które się na niej znajdują i wychodzę. Efekt? Kilkanaście zł mniej na paragonie. W skali roku całkiem przyjemna suma. Sytuacje kiedy kupię coś drożej bo nie mam czasu/siły iść tam, gdzie jest taniej, zdarzają mi się może 2 razy w roku.
  • Korzystam z promocji. Przeglądam gazetki z różnych sklepów, sprawdzam ceny w sieci, porównuję. Tu ważna uwaga: nie zawsze promocja jest dla nas korzystna. Korzystam tylko z tych, gdzie znam poprzednią cenę produkty i faktycznie cena promocyjna jest niższa. Dobrze też jest zwrócić uwagę na gramaturę/ilość sztuk w opakowaniu. Bywa, że niższa cena jest uzasadniona mniejszym opakowaniem. Fajną sprawą są promocje typu 3 w cenie 2, w tym przypadku zawsze zaoszczędzimy parę groszy. Większość moich zakupów kosmetycznych czy środków czystości to zakupy w promocji. Jestem organicznie niezdolna do kupienia tuszu do rzęs w normalnej cenie ;)
  • Korzystam z kuponów rabatowych i programów lojalnościowych, ale pod tym samym warunkiem, o którym wspomniałam wcześniej. Jeśli znam cenę przed skorzystaniem z kuponu i jest ona wyższa niż ta z kuponem.O programach lojalnościowy planuję zresztą oddzielny post.
  • Kupuję produkty tylko dobre jakościowo. Są o wiele bardziej wytrzymałe.
  • Kupuję tańsze zamienniki drogich marek ale pod warunkiem, że są tej samej lub podobnej jakości. W tym króluje u mnie Biedronka :)
  • Zakręcam wodę w trakcie mycia czyli najpierw cała się moczę (hmm...), zakręcam wodę, myję się i odkręcam wodę, żeby się spłukać. Nie sterczę godzinami pod prysznicem, nie robię sobie długich kąpieli. Nie mam tej potrzeby. 5 minutowy prysznic w zupełności wystarczy.
  • Kupuję produkty w dużych opakowaniach, jeśli w przeliczeniu się to opłaca.
  • Nie wyrzucam zeschniętego pieczywa, robię z niego bułkę tartą :)
  • Mam telefon na kartę, w Playu. To nie bujda, naprawdę się opłaca. Absolutnie się nie ograniczam w korzystaniu z niego, a nie wydaję nawet 10 zł miesięcznie.
  • Nie mam problemów z pożyczaniem. Nie mówię tu o książkach, które pożyczam namiętnie gdzie się da. Zresztą, mam Kindla :). Przykład: ciasto typu babka piekę może raz na rok, zamiast kupić odpowiednią formę wolę ją pożyczyć od mamy. Fakt, że ciężko się uchronić przed szczodrością mamy, która widząc, że jej dziecku czegoś brakuje od razu galopuje do sklepu :)
  • Rozsądnie korzystam z żarówek energooszczędnych. Co znaczy rozsądnie? Mam je tylko w tych pomieszczeniach, w których spędzam dużo czasu. Tego typu żarówka najwięcej energii pobiera w momencie włączenia, jeśli będziemy ją co chwilę gasić i zapalać to możemy w efekcie zapłacić więcej niż przy tradycyjnych żarówkach. I tak na przykład w sypialni i w przedpokoju mam zwykłe żarówki bo tam najmniej korzystam ze światła bo maksymalnie 5 minut na dobę. Przedpokój to przedpokój, a w sypialni tylko śpimy, jest to pomieszczenie pełniące tylko tą jedną funkcję.
  • Z Chomickim tankujemy tylko na najtańszej ale sprawdzonej stacji benzynowej.
  • Terroryzuję wyżej wspomnianego, żeby zamykał lodówkę, kiedy robi kolację :)
  • Korzystam z rad mądrzejszych od siebie. Dużą popularnością cieszą się blogi o oszczędzaniu. Spędziłam na nich trochę czasu i staram się wprowadzać niektóre rady ich autorów w życie. Polecam Wam ''Jak oszczędzać pieniądze'' oraz ''Wolnym być''.


Chociaż oszczędzanie jest mi bardzo bliskie to nadal jest wiele rzeczy, które chciałabym zmienić w sobie czy w swoim otoczeniu. Przede wszystkim zmywarka (moje marzenie od kilku lat), oczywiście maksymalnie energooszczędna, tak samo pralka i lodówka. W związku z tym, że wynajmuję mieszkanie nie mam wpływu na te konkretne sprzęty, które tu stoją. Wolę wydać więcej w momencie zakupu, żeby później płacić mniej.
Chciałabym bardzo przekonać siebie do domowej roboty peelingu, jakoś póki co mi to nie wychodzi. Marzy mi się dzbanek na wodę z filtrem. Chomicki pije wodę jak smok, kupujemy dobrą i tanią wodę ale i tak idzie na to dużo kasy. Dzbanek powinien to rozwiązać.


Tak na koniec o oszczędnościach u rodzin z dziećmi. Nie mam dziecka ale mam przyjaciółki i znajome, które je mają i widzę między nimi ogromne różnice. Jedna kupuje deserki i obiadki w słoiczkach, inna robi je sama. Jedna kupuje Pampersy, inna tańsze pieluszki np. w Biedronce. Jedno dziecko jest zasypane zabawkami i większość leży i się kurzy, drugie ma ich kilka i bawi się każdą. Jedna sama robi soki czy koktajle, inna kupuje gotowe. Tych różnic jest naprawdę mnóstwo i na ich podstawie twierdzę, że przy dziecku da się oszczędzać. Tym bardziej jeśli ogólnie ma się ku temu skłonność. Nie dajmy się dziecku zwariować :)
I jeszcze taka moja myśl to rozwinięcia: oszczędzajmy nie tylko pieniądze ale i czas. 


Jakie są Wasze patenty na oszczędzanie? Może podsuniecie innym oraz mnie jakiś dobry pomysł :) Znacie inne, ciekawe blogi o oszczędzaniu?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…